Tomasz Hajto w ostrych słowach o reprezentacji

- Nie po to budowaliśmy stadiony i autostrady, żeby skończyć mistrzostwa Europy na fazie grupowej. Moim zdaniem, mimo wszystkich błędów i wypaczeń, możemy wylądować w strefie medalowej - mówi Tomasz Hajto były reprezentant Polski, a obecnie szkoleniowiec białostockiej Jagiellonii
Tomasz Hajto na łamach "Przeglądu Sportowego" mówi o reprezentacji Polski i czekającym ją Euro 2012. M.in. wypowiada się na temat selekcjonera Franciszka Smudy.

- Nic do niego nie mam, bo w ligowej piłce bardzo dużo osiągnął i chwała mu za to. Już kilka lat temu powiedziałem, że jeśli idzie o kluby, to on jest najlepszy. Od początku miałem jednak wątpliwości, czy z reprezentacją da sobie radę. Został wybrany przez lud, dzięki czemu wyciszono konflikty wokół kadry. Jednak wszystko to, co dzieje się od tamtego czasu, inaczej sobie wyobrażałem. Co sześć miesięcy Smuda zmienia kierunek rozwoju drużyny narodowej. Mam więc wątpliwości, czy Smuda wykorzystał te trzy lata, które miał, jak należy. Często zachowuje się tak, jakby miał muchy w nosie - twierdzi trener Jagiellonii.

Tomasz Hajto był zaskoczony m.in. tym jakich zawodników ostatecznie z kadry skreślił selekcjoner. Po zgrupowaniu w Austrii z reprezentacji wypadli: Michał Kucharczyk, Tomasz Jodłowiec oraz Kamil Glik. Szczególnie brak tego ostatniego zdziwił szkoleniowca Jagiellonii.

- Myślałem w pierwszej chwili, że to jakiś żart. Według mnie łatwiej trafić szóstkę w totka, niż zrozumieć co kierowało Smudą, kiedy wyrzucał Kamila z tej kadry. Przecież to zawodnik chwalony w lidze włoskiej, a my jednak mamy z defensywą duży problem - mówi Tomasz Hajto, który odnosi się też ogólnie do powołań Franciszka Smudy.

- Ciągle ktoś mówi, że trener Smuda wykasował kilku piłkarzy, żeby mieć grupę grzecznych chłopców. Ale moim zdaniem, nie o to chodzi. Po prostu szkoleniowiec robi w kadrze miejsce dla swoich faworytów i ciągnie ich za uszy. Powołuje tych, których lubi. Na przykład Fabiańskiego, który wypadł wyłącznie z powodu kontuzji. A przecież powołany w jego miejsce Sandomierski miał fantastyczną rundę w naszej lidze. Były też inne opcje, jak chociażby Skorupski, którym interesują się kluby włoskie i niemieckie. Sensowną opcją był też Kuszczak - mówi Tomasz Hajto.

Szkoleniowiec Jagiellonii na łamach "Przeglądu Sportowego" mówi również o tym, że w reprezentacji grają zawodnicy, którzy nawet nie mówią po polsku.

- Nie mam problemu z tym, że w kadrze grają zawodnicy z Niemiec i Francji. Pod warunkiem, że wybierają Polskę, bo chcą dla niej grać, a nie dlatego, że nie mają innej alternatywy. Chciałbym też, żeby kibic, który podejdzie do reprezentanta Polski, mógł z nim pogadać w ojczystym języku. Jeśli Polanski mówi, że nie śpiewanie, lecz granie będzie ważne, to ktoś tu chyba czegoś nie rozumie. Ten człowiek nie zna historii Polski, która w trudnych momentach jednoczyła się wokół pewnych symboli. Śpiewanie hymnu było jednym z tych elementów, który pozwalał przetrwać ciężkie chwile - stwierdza Hajto.