Sport.pl

Prezes Jagiellonii chce przejąć władzę w związku piłki nożnej

W niedzielę w Białymstoku odbędzie się Walne Zgromadzenie Sprawozdawczo-Wyborcze Podlaskiego Związku Piłki Nożnej. O głosy ponad 100 delegatów zamierzają ubiegać się: rządzący już 12 lat okręgiem Witold Dawidowski oraz jeden z właścicieli i prezes Jagiellonii, Cezary Kulesza.
W przypadku Dawidowskiego zarządzanie związkiem stało się sposobem na życie. Od lat umiejętnie lawiruje między działaczami podlaskich klubów, jak i Polskiego Związku Piłki Nożnej. Do niedawna był w bliskiej komitywie z najważniejszymi osobami piłki w kraju, jak i w regionie.

Nieoczekiwanie jakiś czas temu czynny akces w wyborach zgłosił jednak Cezary Kulesza, który rządzi Jagiellonią, ale sporo do powiedzenia ma też w spółce zarządzającej ekstraklasą. Dlaczego chce być prezesem Podlaskiego ZPN?

- Żeby tam zaczęło się coś dziać - odpowiada. - Przez 12 lat nie dzieje się nic pozytywnego, jest stagnacja. Związek stał się prywatnym folwarkiem, jego pieniądze są marnowane. Ja nie chcę za tą pracę pieniędzy, nie zamierzam pobierać wynagrodzenia, jak obecny prezes - już mamy oszczędność. Nie zamierzam też zatrudniać żadnych krewniaków, ani bliskich znajomych. Obecnie nie da się na to patrzeć. Chyba lepiej sto tysięcy złotych wydać na zakup piłek biedniejszym klubom, prawda.

Kulesza nie tylko rządzi Jagiellonią, ale ma też sporo innych biznesów. Skąd więc znajdzie czas na rządzenie podlaską piłką?

- Proszę się o mnie nie martwić. Dam radę - odpowiada.

W takich pojedynkach faworytem jest zawsze prezes, jeśli tylko nie naraził się włodarzom klubów. Ponadto za Kuleszą nie przemawia mimo wszystko to, że jest z Jagiellonii. Wśród piłkarskich działaczy bowiem także nie brakuje zawistników. Jeden z właścicieli najbardziej znanego klubu w północno-wschodniej Polsce nie chce oceniać swoich szans na zwycięstwo w wyborach.

- Po wyborach zobaczymy - mówi. - Obiecać można wszystko, ja zamierzam tyle, żeby dało się spełnić. Głównie chodzi mi o to, żeby pieniądze szły na rozwój piłki, a nie na administrację w związku. Podam prosty przykład, że w Podlaskim ZPN zatrudniono trzy osoby w księgowości, a w Podkarpackim ZPN, gdzie jest 700 klubów ogarnia to jedna osoba. Myślę też o zmniejszeniu różnych opłat, które niepotrzebnie obciążają budżety klubów.

Więcej o: