Sport.pl

Głosowanie nad ważnością głosowania, czyli wybory w Podlaskim ZPN

Zgodnie z regulaminem przygotowanym na wybory władz Podlaskiego Związku Piłki Nożnej długoletni prezes nie mógł ponownie kandydować, ale to gładko zmieniono. W przedbiegach wyeliminowany został za to kontrkandydat, gdyż nie był delegatem... swojego klubu na zjazd
Już od wejścia na salę obrad było i straszno, i śmieszno. Ochroniarze pilnowali, żeby przez drzwi przeszli tylko posiadacze 139 mandatów i 19 osób "zaproszonych przez zarząd związku". Na cenzurowanym znaleźli się przede wszystkim goście wiceprezesa Wojciecha Brzozowskiego i innego członka zarządu Jana Sztukowskiego. Brzozowski, były prezes Ruchu Wysokie Mazowieckie, stanął w opozycji do rządzącego regionalną piłką od 12 lat Witolda Dawidowskiego. Mocno wspierał jego kontrkandydata, prezesa i jednego z właścicieli Jagiellonii Białystok, Cezarego Kuleszę.

Ochrona zatrzymała też m.in. trenera Ryszarda Karalusa (wychowawcę Tomasza Frankowskiego, Marka Citki...), czy członków wydziału szkolenia Podlaskiego ZPN - Zenona Szaleckiego (trenera reprezentacji województwa z rocznika 1997) i Leonarda Aleksandrowa.

- Na wydział dostaliśmy trzy mandaty, nie wyobrażałem sobie, że mogę mieć problem, aby tu wejść i posłuchać - z niedowierzaniem kręcił głową starszy pan. - Nigdy tu nie było ochrony, a tyle lat w piłce siedzę.

- Białoruś! - krzyczał Karalus.

W końcu Dawidowski, który początkowo kazał wzywać policję na niepokornych, kazał wpuścić wszystkich zainteresowanych piłką w regionie.

- To jest tragedia, tak się nie robi - Karalus nie mógł się uspokoić.

Na prośbę opozycji zebranie zaczęło się od odczytania listu prezesa PZPN Grzegorza Laty, który "rekomendował na przewodniczącego zgromadzenia" Marcina Animuckiego z zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej.

- Dziękuję za super list, ale tutaj jest Podlaski, a nie Polski Związek Piłki Nożnej! - grzmiał Dawidowski. - Jestem członkiem zarządu PZPN, prezes Lato o niczym takim mnie nie informował. Jakaś szachta tu się odbywa! Co ma tutaj prezes Lato?! Jeszcze mnie nie odwołali, nikogo w teczce nie będziecie przywozić.

Zaraz było wiadomo, że Jagiellonia stoi na straconej pozycji, bo to ona zabiegała o obecność Animuckiego. Zdecydowaną większością głosów przewodniczącym obrad został jeden z bliższych współpracowników Dawidowskiego, Jerzy Kruszyński.

- Pozamiatane. Krzyknął i się wystraszyli - to komentarze ze strony popleczników białostockiego klubu, wśród których zapanowała konsternacja. - Co robimy?

Dawidowski przodował.

- Wszystko w porządku? - pytał Animuckiego, a po otrzymaniu potwierdzenia dodawał: - Mam nadzieję, że tak przekaże pan prezesowi Lacie.

Kolejny spór dotyczył sensu głosowania nowego statutu związku, skoro PZPN właśnie opracowuje wzorcowy projekt, który ma być później przyjęty we wszystkich regionach. Ale znacznie poważniejszy rozpętał się wokół regulaminu obrad. Adwokat Paweł Przełomski, członek zarządu Wigier Suwałki, które wsparły Jagiellonię w próbie dokonania przewrotu w Podlaskim ZPN, zwrócił uwagę na to, że prezydium zostało wybrane z jego naruszeniem, a w ogóle zakłada on, że kandydatem na prezesa nie może być... Dawidowski. Tak naprawdę uczynił to, żeby przyjąć przygotowany przez siebie projekt regulaminu, który dopuszczał do wyborów dotychczasowego szefa związku, ale przede wszystkim prezesa Jagiellonii. Okazało się bowiem, że w białostockim klubie wyznaczając delegatów na zjazd nie zauważono, że powinien być nim również Kulesza, jeśli chce kandydować.

- Ja chciałem przypomnieć, że zebraliśmy się tutaj, aby wybrać prezesa. Niech prawnicy szybciej ustalą, jak to ma wyglądać, bo nie będziemy siedzieć do obiadu, jak było zaplanowane, tylko do śniadania! - wyjątkowo trzeźwo zauważył z mównicy Wojciech Baranowski, prezes Białostockiego Klubu Sportowego Jagiellonia (który od lat nie ma już udziałów w Sportowej Spółce Akcyjnej, posiadającej zespół w ekstraklasie).

Nastroje starał się łagodzić sąsiadujący przy stole z Jagiellonią Józef Maliszewski, który w 2000 r. przekazywał Dawidowskiemu władzę w regionie (jako ustępujący prezes Białostockiego Związku Piłki Nożnej).

- Oddawałem władzę w sposób pokojowy. Zostałem w strukturach związku, bo wszyscy tutaj pracujemy dla piłki, a nie żyjemy z piłki. Nie wykluczajmy nikogo, kto chce pracować dla związku. Dopuśćmy wszystkich chętnych kandydatów, niech zdecyduje się w demokratycznych wyborach - apelował członek komisji rewizyjnej PZPN.

Swój sposób na demokrację przedstawił Przemysław Sarosiek, pracownik Podlaskiego ZPN, który przygotował regulamin i namawiał tylko do poprawki dopuszczającej do kandydowania Dawidowskiego: - Mamy tu ponad 120 delegatów, jest więc z kogo wybierać. Będzie demokratycznie.

Zdecydowana większość głosujących poparła rządzących regionalną piłką, co doprowadziło do tego, że Jagiellonia zrezygnowała ze zgłaszania innego niż Kulesza kandydata i przed obiadem opuściła obrady. Te ośmieszyć próbował jeszcze Marek Stypułkowski, honorowy prezes Znicza Suraż.

- Kolega obok głosował i za, i przeciw, a nikt tego nie zauważył - stwierdził, a jego kolega z uśmiechem przyznał się do takich zabiegów.

- Przewaga była tak duża, że nie widzę potrzeby powtarzania głosowania. Wnioskuję o głosowanie nad tym, czy głosowanie było ważne - zawyrokował przewodniczący Kruszyński, a sala głosowała.

Dawidowski długo podsumowywał swoją pracę, ale mało kto go słuchał. Chwalił niemal wszystkich, dziękował i przepraszał.

- Celowo nie wprowadziłem tu punktu o przyznaniu odznaczeń działaczom, żeby nie było mówienia o kiełbasie wyborczej. Rozdamy je lokalnie, będziemy dowozić - zapewnił.

Głosowanie na jedynego kandydata na prezesa było formalnością. Witold Dawidowski przy 99 głosach za i dwoma wstrzymującymi się został po raz czwarty szefem Podlaskiego Związku Piłki Nożnej. Jak zapowiedział - po raz ostatni.