Sport.pl

Euro 2012. Tomasz Frankowski, asystent Smudy: Oby było miło i spokojnie

Grecki zespół nie traci bramek i na pewno trudno go pokonać. Ale mamy na tyle rozpracowanego rywala i wszyscy nasi zawodnicy mają świadomość rangi tego meczu, że zwycięstwo jest do osiągnięcia
Paweł Orpik: Cieszysz się, że właściwie za chwilę - w piątek o 18 - gracie już ten pierwszy mecz na Euro? A może chcielibyście jeszcze nad czymś popracować?

Tomasz Frankowski: W piątek się okaże, czy wszystko zostało wykonane jak należy, czy nie. Wydaje mi się, że tak, chociaż spodziewam się, że jakieś błędy i mankamenty w grze wyjdą dopiero w trakcie spotkania z Grecją. Oby tylko nie miały negatywnego wpływu na nasz wynik.

To wielkie zamieszanie wokół imprezy, jest dla was - jej głównych bohaterów - dużym obciążeniem?

- Dlatego właśnie dwa-trzy dni przed spotkaniem woleliśmy uniknąć tego, aby nasi piłkarze jeździli na wywiady, spotkania różnego rodzaju z kibicami. Część takich obowiązków przejęliśmy my - trenerzy. Piłkarze mieli swój czas do wtorku, teraz muszą mieć spokój.

Ty m.in. byłeś w środę gościem Moniki Olejnik w "Kropce nad i".

- Wywiad jak wywiad.

Dużo mówiłeś o tym, że presja nie powinna negatywnie wpłynąć na polski zespół. Ale masz oczywiście świadomość, że wszyscy oczekują od was dobrego występu - zwycięstw, wyjścia z grupy?

- Trochę adrenaliny musi być - to na pewno. I nie ma różnicy, czy to mecz mistrzowski w lidze, czy w reprezentacji. Tutaj dochodzi to, że gramy mecz otwarcia mistrzostw Europy. Będzie oglądany przez miliony widzów. Wierzę, że piłkarze będą odporni na stres, który jednak może im się udzielić na początku meczu.

Jak spędzacie ostatnie godziny do meczu z Grecją?

- Nic specjalnego. Właściwie robimy to samo, co przed meczami towarzyskimi z Andorą, Łotwą. Godziny posiłków są o tych samych porach. Trening - taki sam. Nic się nie zmienia.

Atmosfera w kadrze nie została zakłócona zamieszaniem wokół Ludovica Obraniaka, który - jak wynikało z wywiadu - miał się czuć wyalienowany w naszej kadrze? Albo wypowiedziami Jana Tomaszewskiego?

- Nie zauważyłem, żeby piłkarze rozmawiali między sobą na temat wypowiedzi kogokolwiek. Próby jakiegoś wprowadzenia zamętu w kadrze są na bieżąco wyjaśniane. Codziennie są konferencje, na które piłkarze są zapraszani i muszą w nich uczestniczyć. Panuje totalny spokój w kadrze - tak bym to określił. I oby tak zostało po meczu z Grecją. Ale żeby było cicho, grzecznie, miło i spokojnie, to potrzebujemy dobrego wyniku.

Jeśli selekcjoner nie szykuje żadnej niespodzianki, to podstawowy skład zespołu jest znany już od jakiegoś czasu. To dobrze, że piłkarze dużo wcześniej wiedzieli, kto zagra? Czy twoim zdaniem lepiej byłoby wstrzymać się z ogłaszaniem jedenastki jak najdłużej?

- Każdy trener ma swoje metody. Franiszek Smuda ma takie, Maciej Skorża czy Michał Probierz zupełnie inne. Będąc podstawowym zawodnikiem u Smudy, takie podejście mi pasowało. Z kolei będąc rezerwowym, pewnie byłbym mniej zadowolony. Ale tutaj naprawdę nikt przed nikim nie zamyka drzwi i siedzenie na ławce rezerwowych z Grecją nie musi oznaczać ławki także w spotkaniu z Rosją.

Czy mogę się zapytać, jaki jest twój wpływ na wybory kadrowe selekcjonera?

- Trener Smuda pyta swoich współpracowników, co sądzimy o tym czy tamtym piłkarzu, chociaż nie musi brać tego pod uwagę. Ale jakieś wnioski z tych naszych podpowiedzi na pewno wyciąga.

Zgadzasz się z wyborami Franciszka Smudy?

- W 95 procentach jak najbardziej.

Wojciech Szczęsny, Łukasz Piszczek, Marcin Wasilewski, Damien Perquis, Sebastian Boenisch, Jakub Błaszczykowski, Rafał Murawski, Eugen Polanski, Ludovic Obraniak, Maciej Rybus, Robert Lewandowski - to najsilniejsza jedenastka, jaką Polacy mogą teraz wystawić?

- Wydaje mi się przed pierwszym meczem i po obserwacji treningów, że tak.

W niej znajduje się m.in. czterech zawodników, którzy musieli ubiegać się o polskie paszporty, PZPN zabiegał o ich grę dla naszego kraju. Warto było? Są dużym wzmocnieniem zespołu?

- Umówmy się - generalnie tutaj nikt nie szedł okrężną drogą. Boenisch i Polanski normalnie rozmawiają po polsku, tyle że wychowywali się w Niemczech. Trochę inaczej sytuacja wyglądała w przypadku Obraniaka i Perquisa. Tych czterech zawodników najprawdopodobniej wystąpi przeciwko Grekom w podstawowym składzie, tak więc trzeba przyznać, że są wzmocnieniem tej reprezentacji.

Co możesz powiedzieć o drużynie Grecji?

- To zespół, który nie traci bramek i na pewno trudno go pokonać. Ale mamy na tyle rozpracowanego rywala i wszyscy nasi zawodnicy mają świadomość rangi tego meczu, że zwycięstwo jest do osiągnięcia.

Ten mecz pokaże, na co stać Polaków? Ustawi nam mistrzostwa, jak mecze na poprzednich turniejach?

- W przypadku zwycięstwa na pewno wytworzyłaby się dodatkowa pozytywna energia. Remis niczego nie przekreśla. Porażka na pewno skomplikowałaby sprawę i byłaby mocno negatywnie odebrana.



Tomasz Frankowski

w sierpniu skończy 38 lat. W reprezentacji pomaga selekcjonerowi w pracy z napastnikami. W Jagiellonii wciąż jest zawodnikiem, i to jednym z najskuteczniejszych w ekstraklasie. W przedostatnim sezonie z 14 golami był królem strzelców. W minionym - z 15 - był drugi w tej klasyfikacji. Do trzeciego na liście najlepszych strzelców w historii ligi Gerarda Cieślika traci tylko pięć bramek.

Więcej o: