Sport.pl

Asystent trenera Jagiellonii ustawił mecz będąc zawodnikiem?

Na blogu ?Piłkarska Mafia? są umieszczone zeznania byłego prezesa GKS-u Katowice Piotra Dziurowicza. Wynika z nich, że w sezonie 2002/2003 w ustawieniu spotkania ekipy z Katowic z Polonią Warszawa brał udział Dariusz Dźwigała, obecnie pełniący rolę najbliższego współpracownika Tomasza Hajty w Jagiellonii
Dominik Panek, dziennikarz Polskiego Radia i autor blogu "Piłkarska Mafia" od lat zajmuje się korupcją w polskiej piłce. Na jego blogu można przeczytać m.in. zeznania Piotra Dziurowicza. Były prezes GKS-u Katowice opowiada w nich m.in. jak w sezonie 2002/2003 ustawiał mecz swego klubu z Polonią Warszawa z Dariuszem Dźwigałą, wówczas piłkarzem ekipy ze stolicy, a obecnie najbliższym współpracownikiem Tomasza Hajty w Jagiellonii.

Na blogu "Piłkarska Mafia" czytamy "W sezonie 2002/2003 mecz z Polonią Warszawa był załatwiany poprzez zawodników tej drużyny jak i przez sędziego głównego zawodów. O ile sobie dobrze przypominam nasz bramkarz Jarosław T. nawiązał kontakt z zawodnikami Polonii Warszawa Dźwigałą i G. T. praktycznie tylko zadzwonił do Dźwigały i oddał mi słuchawkę i ja z nim rozmawiałem na temat remisu lub wygranej naszego zespołu. W przypadku remisu mieliśmy III miejsce w lidze, a w przypadku wygranej II miejsce. Oni się bali przegrać i zgodzili się tylko na remis. Wynik był 1:1 do Warszawie. Już podczas tej rozmowy telefonicznej, obecny był przy tej rozmowie T. (...) ja tylko T. poprosiłem o kontakt z zawodnikiem Polonii, a wcześniej pytałem się jego czy zna kogoś z Polonii i czy ma numer telefonu do kogoś z zawodników Polonii. I T. powiedział, że ma numer telefonu, wykręcił numer do Dźwigały i podał mi słuchawkę. Dźwigała kiedyś grał w GKS i stąd T. go znał. Z tego co pamiętam to ja rozmawiając przez telefon z Dźwigałą odszedłem na bok aby T. nie wiedział o jakiej kwocie rozmawiamy, a czy później dowiedział się w jakiej sprawie dzwoniliśmy do Dźwigały to ja nie jestem tego w stanie stwierdzić gdyż nic nie wskazywało na to w jego zachowaniu, że może wiedzieć, że dzwonię ws. ustawienia meczu. Z Dźwigałą umówiłem się, że dostaną za ustawienie meczu 100 tys. zł za remis i Dźwigała zgodził się na to. Pieniądze mają dostać po meczu, takie było uzgodnienie z Dźwigałą. Graliśmy w Warszawie. Zremisowaliśmy czyli zgodnie z ustaleniami z Dźwigałą. Spotkaliśmy się po meczu, niedaleko stadionu, tam byliśmy wcześniej umówieni. Przyjechał samochodem (...) z G., innym zawodnikiem Polonii. (...) Ja byłem sam miałem w reklamówce 100 tys. zł. Samochód z naszymi piłkarzami wcześniej, a ja właśnie czekałem na Dźwigałę. Pieniądze przekazałem im dwóm, ale dokładnie któremu to już nie pamiętam. Ja wcześniej poprosiłem kierowcę naszego autobusu aby za Warszawą poczekał na mnie i czekał, o ile sobie dobrze przypominam na stacji paliw (...), a Dźwigała i G. przywieźli mnie na tę stację. Pieniądze za ten remis przekazałem dopiero po meczu. Zawodnikom nie powiedziałem o tym załatwieniu remisu w taki sposób, nie wiem czy zorientowali się w tym, być może, ale nikt mnie o to nie pytał. Te 100 tys. zł to były klubowe pieniądze. (...) Nie mogę mieć stuprocentowej pewności, że zawodnicy coś podejrzewali odnośnie rozgrywanych przez nich meczów. Tak załatwiałem ten mecz z zawodnikami Polonii Warszawa."

- W tej sprawie zeznawałem w PZPN-ie w 2005 roku, prostowałem już to wszystko. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Teraz muszę zadzwonić do mojego prawnika i poradzić się go jak się do tego ustosunkować, bo tak na gorąco nie chcę tego komentować - mówi bialystok.sport.pl Dariusz Dźwigała.

Więcej o: