O przeszłości nie można zapominać. Piłkarze Jagiellonii dobrze się bawili [ZDJĘCIA]

Z inicjatywy Białostockiego Klubu Sportowego Jagiellonia, z którego wywodzi się sportowa spółka akcyjna z drużyną w ekstraklasie, rozegrano w środę mecz Gwiazdy Jagiellonii kontra Wychowankowie Ryszarda Karalusa. A po nim piłkarze mogli do rana wspominać stare dzieje.
Pewnie nie wszyscy bawią się także poza boiskiem, bo choćby Tomasz Frankowski, kapitan ekstraklasowej Jagiellonii stara się jak najlepiej przygotować do sobotniego meczu w Warszawie z Polonią. Ale znalazł czas, by po środowym treningu swojej drużyny pobawić się ze starszymi, choć nie tylko, kolegami, z białostockiego klubu.

- Na razie piłkarze dobrze się bawili na boisku, a po meczu będą się bawić jeszcze lepiej - zapewniał Wojciech Baranowski, prezes BKS-u, który zorganizował imprezę na terenie Miejskiego Ośrodka Szkolenia Piłkarskiego. - Być może taką imprezę postaramy się organizować co roku - zapowiedział, czemu wszyscy z radością mogliby przyklasnąć.

Na boisku walka o korzystny wynik trwała do ostatniej akcji. Dopiero wtedy, po rzucie rożnym, Wychowankowie Ryszarda Karalusa zdołali doprowadzić do wyrównania 5:5. Konkretnie uczynił to Andrzej Ambrożej. Wcześniej gole dla tej ekipy strzelali: Samuel Tomar - dwie, Ireneusz Piesecki i Robert Kądzior. Z kolei bramki dla Gwiazd Jagiellonii zdobywali: Adam Adamski - trzy, Tomasz Rudnicki i Dariusz Petruk.

Baranowski już szykował się do wręczenia pamiątkowych medali, ale duch rywalizacji wziął górę. Ambitni jagiellończycy postanowili strzelać karne. W nich górą był Maciej Kudrycki, który wychowywał się wraz z Frankowskim, Tomarem, Markiem Citko, Mariuszem Piekarskim, Danielem Boguszem, Bartoszem Jurkowskim, Jackiem Chańko... Obronił dwie jedenastki, a następnie sam stanął oko w oko z Mirosławem Dymkiem i przesądził o zwycięstwie podopiecznych Karalusa.

- Moc pięknych wspomnień - wzdychał trener, który wciąż zajmuje się szkoleniem młodzieży a to w Jagiellonii, a to w MOSP-ie. - Tylko, żeby takie mecze częściej się odbywały. Kto zapomina o przeszłości, nie ma przyszłości.

- Tak rzadko spotykamy się w takim gronie. Jest super, można usiąść, powspominać, poopowiadać o piłce, starych czasach - cieszył się Jacek Chańko, obecnie radny miejski. - Szkoda, że nie dojechało kilka osób, bo bardzo chciały, jak Marek Citko, Mariusz Piekarski, ale sprawy menedżerskie im nie pozwoliły. Deklarowali, że na następne takie spotkanie na pewno przyjadą. Pamiętajmy o tej historii, bo bardzo rzadko takie spotkania się odbywają. Wielu piłkarzy Jagiellonii, nie tylko białostoczan z urodzenia, mieszka tutaj. Powinniśmy częściej ze sobą, z kibicami się spotykać, żeby integrować to środowisko, a nie dzielić.

Dlatego nie ma sensu rozstrzygać teraz kto takie spotkania częściej powinien organizować. Niepotrzebne do tego są żadne rocznice.

- Daty nie mają znaczenia - stwierdził w końcu Wojciech Baranowski. - Ważne, żeby Jagiellonia się rozwijała i za 90 lat nadal istniała. A nie to czy powstała w 1920 r. [jak jest w rzeczywistości - red.], czy w 1927 [jak wmawiano przez wiele lat, odcinając się od okresu międzywojennego, kiedy sportem zajmowali się przede wszystkim wojskowi, napiętnowani w późniejszym czasie].