Lepsze wieści dotyczące kontuzji Tomasza Zahorskiego. W końcu treningi przy zespole Jagiellonii

Od poniedziałku Tomasz Zahorski zacznie stawiać się na zajęciach ekstraklasowej Jagiellonii. Na razie ma jeszcze ćwiczyć indywidualnie. - Nie da się tego przewidzieć, ale mam nadzieję, że w ciągu dwóch tygodni będę kopał piłkę - mówi napastnik.
Tomasz Zahorski w listopadzie skończy 28 lat. Poprzednią rundę spędził na trybunach w Duisburgu. Wcześniej występował m.in. w Górniku Zabrze, również z obecnym trenerem Jagiellonii. Tomasz Hajto postanowił ściągnąć napastnika do Białegostoku. Ten jednak na początku lipca, już podczas pierwszego letniego zgrupowania Jagiellonii przed trwającym sezonem, uszkodził kolano. Zahorski miał zszywaną łękotkę. W piątek w Warszawie przechodził kolejne badanie kontrolne.

- Wszystko jest w porządku. Badanie potwierdziło, że łękotka jest na tyle zagojona (kompletny proces i tak trwa do roku), bym mógł rozpocząć mocniejsze treningi. Już w poniedziałek będę ćwiczył indywidualnie przy zespole. Dostałem zielone światło od lekarzy - mówi Tomasz Zahorski.

Dotychczas przechodził rehabilitację i ćwiczył na siłowni.

- Nawet biegałem na bieżni. Cały czas starałem się jak najlepiej przygotowywać pod względem fizycznym - zapewnia. - Mam nadzieję, że teraz szybko będę mógł robić coraz więcej, choć tutaj nic nie da się przewidzieć. Wszystko zależy od tego, jak kolano będzie reagowało na obciążenia. W kalendarz nie patrzę - twierdzi. - Ale mam nadzieję, że w ciągu tygodnia, może dwóch będę kopał piłkę. Najgorszy okres już za mną. Stanąłem na nogi i optymistycznie patrzę w przyszłość.

W międzyczasie Zahorskiemu doszedł groźny konkurent do gry w ataku Jagiellonii. To Euzebiusz Smolarek.

- Na pewno konkurencja wzrosła, ale z drugiej strony odszedł też inny zawodnik, który dawał wiele w ofensywie, Maciej Makuszewski. Smolarek zwiększa trenerowi pole manewru na kilku pozycjach, co może tylko wyjść wszystkim na dobre - przekonuje były piłkarz Górnika.