Marcin Burkhardt o grze w Azerbejdżanie: Biedy tu nie ma

- W ośmiu spotkaniach, które rozegrałem zdobyłem trzy bramki i miałem dwie asysty - mówi Marcin Burkhardt, były piłkarz Jagiellonii grający obecnie w Azerbejdżanie
W poprzednich trzech sezonach Burkhardt był zawodnikiem Jagiellonii. Po zakończeniu ostatnich rozgrywek właściciele białostockiego klubu skłonili go do renegocjacji kontraktu. Ofensywny pomocnik zgodził się nawet na zaproponowaną mu obniżkę zarobków, ale potem otrzymał jeszcze zdecydowanie gorszą propozycję i na nią już nie przystał. Zdecydował się więc na grę w Azerbejdżanie i został zawodnikiem Simurq Zaqatala.

- Po rozwiązaniu kontraktu z Jagiellonią miałem oferty z dwóch klubów z Australii. To dopiero byłaby wyprawa. Ale Azerowie zaproponowali lepsze warunki finansowe i gram u nich - mówi Burkhardt w rozmowie z "Przeglądem Sportowym". - Mamy sensownych piłkarzy, z dość ciekawą przeszłością. Myślę, że z Lechem Poznań byśmy powalczyli. Zresztą nie tak dawno w pucharach Lech grał z zespołem z Azerbejdżanu i dopiero po karnych awansował.

Ofensywny pomocnik w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" opowiada też o tym, jak się żyje w Azerbejdżanie.

- Mieszkamy w czymś w rodzaju bazy. Każdy ma swój domek w którym jest pokój i łazienka. Jedzenie mamy w stołówce. I tak żyjemy sobie wszyscy razem - opowiada Burkhardt i dodaje: - Naprawdę biedy tu nie ma. Oni chcą się rozwijać i dlatego dużo wykładają na piłkę. Patrząc na pieniądze jakie inwestują, zaryzykuję stwierdzenie, że za 4-5 lat spokojnie dobiją do europejskich zespołów, takich jak polskie. Koledzy z drużyny tłumaczyli mi, że rząd kładzie nacisk na to, by futbol był odpowiednio doinwestowany, a najbogatsi ludzie w Azerbejdżanie mają wręcz obowiązek przekazywania pieniędzy na rozwój piłki.