Tomasz Hajto: Jagiellonia to Celtic, Legia to Barcelona

Barcelona była faworytem meczu z Celtikiem. W sobotę faworytem będzie Legia, ale nie uważam, że my jesteśmy na straconej pozycji - mówi Tomasz Hajto przed spotkaniem Jagiellonii w Warszawie.
W sobotę białostoczanie zagrają w Warszawie z Legią, która jest liderem ekstraklasy i która nie poniosła dotychczas porażki.

- Grają bardzo równo, bardzo stabilnie, ale powiedziałem chłopakom na odprawie, że na papierze wszystko można rozpisać, a potem rzeczywistość może być inna, co pokazał środowy mecz Celtiku z Barceloną [2:1 - red.] - mówi Tomasz Hajto. - Barcelona była faworytem w pojedynku z Celtikiem. W sobotę faworytem będzie Legia, ale nie uważam, że my jesteśmy na straconej pozycji. Jeżeli zagramy swoją mądrą, konsekwentną grę, a takim przykładem jest Celtic, to na koniec nie będzie liczyć się posiadanie piłki, ilość wymienionych podań, dośrodkowań, czy strzałów, a wynik. Wydaje mi się, że trzeba z takim nastawianiem jechać do Warszawy, żeby zza podwójnej gardy wyprowadzić parę ciosów i wrócić z punktami. Ja wiarę mam i wierzę, że ta wiara po zwycięstwie w Poznaniu z Lechem i po bardzo dobrej połowie z Widzewem, przełoży się na drużynę.

W konfrontacji z ekipą z Łodzi była co prawda dobra pierwsza połowa, o której wspomina szkoleniowiec (białostoczanie prowadzili 2:0), ale też słaba druga część spotkania. Ostatecznie pojedynek zakończył się remisem 2:2, a Jagiellonia drugiego gola straciła już w doliczonym czasie gry.

- Wcale ta druga połowa nie była taka zła. Uważam, że zabrakło nam doświadczenia. Jeżeli prowadzi się u siebie 2:1 i w 90 minucie ma się jeszcze piłkę, to nie można tego mecz zremisować - stwierdza Hajto, chociaż jego drużyna pokazała, że można.

- Zgadza się, ale gdy widać, że ta gra się mniej układa w drugiej połowie to wtedy potrzebne jest doświadczenie. Trzeba dać się sfaulować, trzeba parę razy zwolnić grę. A my przestaliśmy się utrzymywać przy piłce, zaczęliśmy grać długą piłką, a to nie jest nasza gra - analizuje Hajto. - W 90 minucie to my mieliśmy piłkę, ale straciliśmy bramkę, a to była wykładnia czterech detali, co pokazałem chłopakom na wideo. One doprowadziły do tego, że straciliśmy gola, chociaż był też błąd sędziego. Przy bramce dla Widzewa był ewidentny spalony. Mimo tych błędów, które nam się nie powinny przydarzyć w tym momencie i to tak doświadczonym piłkarzom, to jednak był metrowy spalony. Sędzia w tym momencie gwiżdże, my wybijamy piłkę i kończy się mecz.

Czy przed spotkaniem w Warszawie będą zmiany w składzie?

- Na pewno jakieś muszą być. Jedziemy na wyjazd i trzeba szukać jakiegoś rozwiązania. Tym bardziej skoro w ostatnim spotkaniu u siebie straciliśmy dwie bramki - kończy szkoleniowiec Jagiellonii.