Maciej Makuszewski o wizycie u prezydenta Tereka Grozny: Było jak w filmie

Przegląd prasy. Maciej Makuszewski już po rozpoczęciu obecnego sezonu został sprzedany z białostockiej Jagiellonii do Tereka Grozny. W nowym klubie szybki skrzydłowy za wiele nie gra.
- Leczę kontuzję. Naciągnąłem mięsień przywodziciela i miałem dwa tygodnie przerwy. Teraz wracam do drużyny. Mam nadzieję, że w końcówce rundy jeszcze zagram - mówi Maciej Makuszewski w rozmowie z "Przeglądem Sportowym", który nawet gdy nie miał problemów zdrowotnych, zbyt często nie pojawiał się na boisku. - Zgadza się. Raczej w końcówkach spotkań. Bardzo liczę na wiosnę, bo te trzy miesiące, które spędziłem w Rosji, to był czas na urządzenie się, poznanie zespołu, aklimatyzację.

Makuszewski został też m.in. zapytany o to, czy zdążył poznać właściciela klubu Ramzana Kadyrowa, prezydenta Czeczenii.

- Przed niedawnym meczem pucharowym z Lokomotiwem pojechaliśmy do jego rezydencji w Groznym. Było jak w filmie. Pałac jak u szejków. Tam Kadyrow przyjmuje swoich gości: polityków, gwiazdy. Na kolacji oprócz prezesa był premier. Szczęka nam opadała, jak patrzyło się na ten przepych. Po komnatach biegał mały tygrys, z którym koledzy robili sobie zdjęcia. W podziemiach, w klatkach siedziały lwy, pantery, tygrysy różnych gatunków. Prezydent to bardzo pogodny człowiek, skory do żartów. Nie można tego powiedzieć o jego ochronie. Zespół, gdy jest w Groznym, ma eskortę wojskową i policyjną. A prezydent ma gest. Rozdał już trochę mercedesów E-klasy. Trenerowi, lekarzowi. Maciek Rybus dostał takiego za dwa gole - opowiada były piłkarz Jagiellonii na łamach "Przeglądu Sportowego".