Michał Pazdan, obrońca Jagiellonii: To, że grałem z Tomaszem Hajtą, nie ma znaczenia

Jeżeli początek sezonu byłby taki jak druga części, to byłoby naprawdę fajnie - mówi po rundzie jesiennej w wykonaniu Jagiellonii obrońca Michał Pazdan
Jakbyś ocenił rundę jesienną w wykonaniu Jagiellonii?

Michał Pazdan: - Na pewno początek nie był taki jak sobie zaplanowaliśmy, bo po siedmiu kolejkach mieliśmy siedem punktów, a cztery z pięciu pierwszych spotkań graliśmy u siebie. Na pewno nie wyglądało to tak jak powinno, tak jak sobie zakładaliśmy. Było jednak bardzo dużo przetasowań, odeszło dwóch zawodników (Maciek Makuszewski i Thiago Cionek), którzy wcześniej grali we wszystkich meczach i stanowili o sile zespołu. Trzeba było więc sprowadzać innych piłkarzy. W pierwszych mecze graliśmy też w różnych ustawieniach w obronie. Dopiero po jakimś czasie, chyba po drugiej przerwie na reprezentacje, od meczu z Wisłą, zaczęło to lepiej wyglądać. Zaliczyliśmy osiem spotkań z rzędu bez porażki. Jeżeli początek sezonu byłby taki jak druga część to byłoby naprawdę fajnie.

Czyli jest niedosyt?

- Jest na pewno, bo myśleliśmy, że więcej spotkań wygramy. Przegraliśmy co prawda tylko dwa mecze, ale lepiej byłoby też żebyśmy kilka więcej wygrali, a nie tylko remisowali. Mamy tylko 19 punktów, na pewno przed rozpoczęciem rundy liczyliśmy na więcej.

Mówisz o tym, że został sprzedany Thiago Cionek. W obronie brakowało w ogóle stabilizacji, przecież Ugo Ukah w pierwszym meczu, którym zagrał, doznał kontuzji.

- Na początku sezonu w każdym meczu w obronie grał ktoś inny. Ugo zaraz złamał rękę i nie mógł grać, później były czerwone kartki. Przez pierwsze siedem, osiem kolejek nie było jednego składu i brakowało konsekwencji. W sparingach przed ligą graliśmy cały czas podobnie i fajnie się to wszystko zazębiało. W lidze dopiero po jakimś czasie zaczęliśmy w miarę grać, tak jak powinniśmy.

Grałeś w obronie i w pomocy. Na której pozycji czułeś się lepiej?

- Większość spotkań rozegrałem w obronie. Bodajże dziesięć minut z Górnikiem zagrałem na pozycji defensywnego pomocnika, bo potem z kontuzją musiał zejść Ugo. Potem w jeszcze jednym meczu 45 minut zagrałem w pomocy. Więcej grałem na obronie, trener mnie ściągał przecież jako środkowego obrońcę i na pewno na tej pozycji chcę występować.

Wspomniałeś o Górniku, z którego przeszedłeś przed sezonem do Jagiellonii. Nie żałujesz, że odszedłeś z ekipy z Zabrza, patrząc, na którym miejscu jest ona teraz w tabeli (czwarte), a na którym Jagiellonia (dziesiąte)?

- Na pewno się cieszę z tego powodu, że Górnik ma tyle punktów. Spędziłem tam pięć sezonów, znam wszystkich chłopaków. Nie dziwię się, że Górnik zdobył tyle punktów. To jest konsekwentna praca trenera Adama Nawałki już od trzech lat. Już wiosną poprzedniego sezonu zdobyliśmy porównywalną ilość punktów, jak teraz Górnik wywalczył na jesieni. Ta drużyna od pewnego czasu prezentuje solidny poziom.

Wcześniej współpracowałeś z trenerem Nawałką, teraz z Tomaszem Hajtą, który do niedawna był kolegą z boiska.

- Trzeba zapomnieć o tym, co było kiedyś. To, że miałem możliwość grania z trenerem w jednym zespole, nie ma teraz znaczenia, teraz jesteśmy na zupełnie innej linii, relacje są inne.

Czyli pan trener, a nie Tomek?

- Dokładnie.

O co Jagiellonia będzie walczyć wiosną?

- Ciężko na dzień dzisiejszy powiedzieć, o co będziemy grali. Na pewno będziemy starali się powalczyć o zdobycie Pucharu Polski. Wiosnę rozpoczniemy od trzech meczów na wyjeździe, a jesienią na obcych stadionach dobrze się prezentowaliśmy. Może po tych trzech meczach zobaczymy, na co będzie nas stać.

Będziesz grał wiosną w Jagiellonii? Pytam o to, bo niedawno Ireneusz Król, właściciel Polonii Warszawa, stwierdził, że widziałby cię w swym zespole.

- Jestem zawodnikiem Jagiellonii i na razie nie ma o czym rozmawiać.