Tomasz Hajto: O przyszłości nie rozmawiałem. Pucharów nie obiecywałem

Trzy tygodnie temu wiele osób w Białymstoku zaczęło mówić o Lidze Europejskiej, ja to bardzo tonowałem i podkreślałem, że naszym celem jest szóste miejsce - mówi trener Jagiellonii Tomasz Hajto
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

W meczu w Łodzi z Widzewem (0:3) oraz z Legią w Białymstoku (również 0:3) nie mógł pan prowadzić zespołu z ławki rezerwowych. Kara Komisji Ligi Ekstraklasy SA już się skończyła. W niedzielnym spotkaniu w Kielcach z Koroną wraca pan na ławkę. Czy przełoży się to na lepsze wyniki drużyny?

Tomasz Hajto: Dla mnie to była jakaś absurdalna kara. To, że nie można być na ławce rezerwowych, jeszcze rozumiem, ale tego, że przed meczem, w przerwie i po spotkaniu nie można być w szatani już nie. Szczerze powiem, że lepiej karać tylko finansowo. Nie można jednak uzależniać postawy zespołu od tego, czy siedziałem na ławce. Przy tej sytuacji, jaka się dzieje w lidze, przy braku licencji dla Polonii Warszawa, przy braku zezwolenia na grę w Lidze Europejskiej dla Górnika Zabrze, Śląska Wrocław, trzeba walczyć o każdy punkt. Zostało 12 punktów do zdobycia i trzeba za wszelką cenę być jak najwyżej w tabeli.

Jak wygląda sytuacja kadrowa zespołu przez meczem z Koroną?

- Tomasz Kowalski wyjeżdżał na zgrupowanie reprezentacji trenera Marcina Dorna, ale już wrócił. Wszyscy zawodnicy są zdrowi. Oczywiście z powodu kartek nie będą mogli zagrać Ugo Ukah i Alexis Norambuena. Dostaną więc szansę ci, którzy na nią czekali. Jeżeli trener decyduje, że ktoś nie gra, to trzeba być cały czas skoncentrowanym i mentalnie dobrze nastawionym, a gdy się otrzyma możliwość występu, to trzeba pokazać, że to jednak trener się myli w obsadzie i zagrać dobry mecz.

Szansę w niedzielę otrzymają Filip Modelski i Lubos Hanzel?

- Filip dał dobrą zmianę w ciężkim momencie w meczu z Legią. Już wcześniej też parę razy pokazał, że potrafi wejść i pomóc drużynie. Wierzę, że tak też będzie w niedzielnym meczu w Kielcach. Kto zagra na lewej obronie? Nie wiem, zastanawiam się. Już tyle osób dostało szanse na tej lewej obronie, że przed pojedynkiem z Koroną zastanawiam się, czy tej szansy nie otrzyma Jonatan Straus.

A Karol Mackiewicz, który swego czasu też był już sprawdzany przez trenera na lewej obronie?

- Był sprawdzany na zgrupowaniu przed sezonem, ale jest to zdecydowanie zawodnik do gry kombinacyjnej z przodu, z dobrym uderzeniem. Mackiewicz dobrze prezentował się w Młodej Ekstraklasie, byłem na ostatnim meczu [wygrana 2:0 z Lechią Gdańsk w środę - red.] i znowu dobrze zagrał. Także biorę młodych chłopaków, młodych wilków. Niech pokażą, że chcą zrobić kolejny krok w swej karierze. Oby to był taki krok, który przyniesie nam w niedzielę efekt w postaci zdobytych punktów.

Co pan sądzi o Koronie? Ostatnie wyniki zespół z Kielc ma podobne do was.

- Ja powiem tak. Trzy tygodnie temu wiele osób w Białymstoku zaczęło mówić o Lidze Europejskiej, ja to bardzo tonowałem i podkreślałem, że naszym celem jest szóste miejsce, a do tej pozycji nie mamy dużej straty. W tabeli jest taki ścisk, że wystarczy jedna porażka i można spaść z szóstej pozycji na jedenastą. Ja cały czas powtarzałem, że drużyna jest w przebudowie, a ponadto nikt chyba nie mógł przewidzieć takiego scenariusza jak w meczu z Legią. Nawet Janek Urban do mnie po meczu przyszedł i powiedział, że spotkanie ułożyło się idealnie dla nich [Jagiellonia stracił gola w drugiej minucie, a chwilę później Alexis Norambuena dostał czerwoną kartkę - red.]. Czuliśmy rozgoryczenie i wielką gorycz. Ograliśmy Lecha na wyjeździe, ograliśmy Legię na wyjeździe, a teraz u siebie przegraliśmy i z Lechem, i z Legią. Chociaż z Lechem należał nam się co najmniej remis, ale za ładny styl punktów nie dają.

Przyzna pan jednak, abstrahując od tego, jaki był początek meczu z Legią, że w tym spotkaniu, jak też w starciu w Łodzi z Widzewem, zespół zagrał słabo.

- Mecze z Widzewem i Podbeskidziem Bielsko-Biała to były nasze dwie wpadki. Na 26 spotkań to nie jest jakaś tragedia. Trzeba też wziąć pod uwagę, że nasza szeroka kadra ma dzisiaj 23 zawodników, w tym pięciu bardzo młodych, których powoli zaczynamy wprowadzać do drużyny. Nie zapomnijmy też o kontuzji Niki Dzalamidze. Ponadto, patrząc na kadrę z całego sezonu, to trzeba pamiętać, że po trzech kolejkach zostało sprzedanych dwóch piłkarzy z pierwszego składu [Maciej Makuszewski i Thiago Cionek - red.]. Biorąc pod uwagę kontuzję Dzalamidze i sprzedaż Makuszewskiego - to odpadły mi dwa boki, a Dzalamidze był w fantastycznej formie. Z siedmiu meczów ostatnich, w których zagrał trzy, jak na nasze warunki, to były spotkania wybitne. Ponadto widać, że nie zaaklimatyzował się jeszcze u nas Kim, że potrzebuje on na to więcej czasu. Chociażby Maciek Gajos potrzebował na to pół roku. Poza tym po dobrym początku Dani Quintana zaczął słabiej grać. Są rzeczy, których się nie przeskoczy jako trener. Ja dobierałem tych piłkarzy, ale też co do niektórych się bardzo zawiodłem. Trzeba klarownie powiedzieć, że niektórzy piłkarze bardzo mnie zawiedli swoją dyspozycją. Utrzymanie dyspozycji na równym poziomie nie zależy tylko od trenera, to zależy też od piłkarza. Sam byłem piłkarzem i wiem, jak to jest.

Czyli z kilku zawodników po sezonie zrezygnujecie?

- Nie chcę dziś dywagować, bo może się okazać, że mnie nie będzie. Rozumiem rozżalenie kibiców, ale ja, przychodząc do Białegostoku, powiedziałem, że chcę budować nową drużynę na nowy stadion, w żadnych wypadku nie mówiłem, że będziemy walczyć o Ligę Europejską.

Panu po sezonie kończy się kontrakt z Jagiellonią. Rozmawiał pan już na temat swej przyszłości z prezesem?

- Nie, jeszcze nie rozmawiałem. Czas na te rozmowy, na podsumowanie jeszcze przyjdzie.

Powiedział pan, że rozumie rozżalenie kibiców. Co pan sobie więc myślał, słysząc okrzyki z trybun na ostatnim spotkaniu (m.in. Hajto auf Wiedersehen)?

- Co mogłem myśleć? Pamiętam też krzyki kibiców po meczu w Warszawie czy w Poznaniu, kiedy bardzo się cieszyli. Wielu ludzi mówiło wtedy, że czują olbrzymią satysfakcję z tego, że ograliśmy Legię na wyjeździe. Oczywiście mają prawo być zdenerwowani, ale też nie możemy tracić jakiegoś realizmu, musimy realnie patrzeć na sytuację. Ja nie obiecywałem pucharów. Każdy popełnia błędy, nie mówię, że ja ich też nie popełniłem. Ja jestem jednak człowiekiem, który do błędów się przyznaje, nie będę szedł w zaparte. Na pewno przy jakichś decyzjach personalnych się pomyliłem. Jednak nie uważam, żeby w Jagiellonii nie było szkieletu drużyny, żeby zespół nie był dobrze fizycznie przygotowany. Problemem jest to, że nie potrafimy tak do końca grać konsekwentnie. Wydaje mi się, że to jest nasz największy kłopot.

Do tego błędy w obronie, które mogą wręcz irytować.

- Można tylko sobie wyobrazić, jak mnie to irytuje, skoro przez tyle lat grałem w obronie. Ćwiczymy, trenujemy... Zostaje nam ciężka praca, koncentracja i konsekwencja w grze defensywnej - to jest bardzo istotne.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl