Karol Mackiewicz po remisie Jagiellonii w Bełchatowie: Bardziej stresowałem się przed debiutem w Młodej Ekstraklasie

Karol Mackiewicz w ekstraklasie mógł zadebiutować już przed rokiem, ale... zmienił numer telefonu. W czwartek dość niespodziewanie zagrał w podstawowym składzie Jagiellonii. Białostoczanie zremisowali 1:1 na wyjeździe z GKS-em Bełchatów
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

3 maja 2012 roku Jagiellonia grała ze Śląskiem. Przed wyjazdem do Wrocławia białostoczanie mieli kłopoty kadrowe. M.in. z tego powodu na spotkanie pojechali wówczas 16-latkowie: Emil Łupiński i Karol Buzun (drugi z nich zadebiutował nawet wtedy w ekstraklasie). Był również plan, aby na pojedynek ze Śląskiem zabrać Karola Mackiewicza. Trenerzy nie mogli się jednak do niego dodzwonić.

- Tak często zmienia numery, telefony, że sam może być winny teraz. Byłby w tej kadrze prawdopodobnie - mówił wówczas trener Tomasz Hajto, a Mackiewicz długo musiał czekać na kolejną szansę.

- Od początku sezonu trenowałem z pierwszym zespołem, ale potem miałem kontuzję. Gdy wróciłem, to grałem w Młodej Ekstraklasie, żeby się odbudować. Na pewno jednak warto było czekać - uśmiecha się teraz piłkarz, który w sobotę będzie świętował 21. urodziny.

Zanosiło się na to, że Mackiewicz może zadebiutować w lidze w konfrontacji z Legią Warszawa. Pomocnik znalazł się w kadrze meczowej, ale spotkanie fatalnie ułożyło się dla białostoczan (szybko stracony gol i czerwona kartka Alexisa Norambueny) i wówczas nie zagrał. Debiut w ekstraklasie zaliczył przed tygodniem. Wszedł na boisko w meczu ze Śląskiem Wrocław, na pięć minut przed końcem konfrontacji zastąpił na murawie Tomasza Frankowskiego. W czwartek w spotkaniu z GKS-em dość niespodziewanie był już w podstawowym składzie.

- Dzień przed meczem podczas treningu mieliśmy krótką gierkę. Trener ustawił mnie w niej w pierwszym składzie, ale myślałem, że to może tylko taka zagrywka. Na drugi dzień po śniadaniu trener wziął mnie na rozmowę i powiedział, że zagram w podstawowym składzie. Byłem zaskoczony - przyznaje Karol Mackiewicz. - Dobrze jednak, że wcześniej się o tym dowiedziałem, a nie tuż przed samym meczem, mogłem sobie przemyśleć, jak to ma wyglądać, mogłem się przygotować. Chociaż sam byłem zdziwiony, że nie było wielkiego stresu. Czułem się normalnie, jakbym grał w Młodej Ekstraklasie. To też jest pewien zbieg okoliczności, bo w Młodej Ekstraklasie pierwszy raz zagrałem w meczu ze Śląskiem, a w podstawowym składzie w starciu z GKS-em. Teraz to się powtórzyło w ekstraklasie. Przed pierwszym meczem w Młodej Ekstraklasie strasznie się stresowałem, a teraz... Może to dlatego, że już tyle czasu jestem z chłopakami? Nie ma się przecież czego bać, robię to, co kocham, a więc po co się stresować.

Mackiewicz w starciu z GKS-em zagrał w ataku. Był nawet blisko zdobycia gola. Po jednym z jego strzałów piłka zatrzymała się jednak w kałuży (przed spotkaniem nad Bełchatowem przeszła burza).

- Nie wiem, czy ta piłka wpadłaby do bramki, jakby było sucho. Może i byłaby bramka, ale teraz już nic na to nie poradzę. Chociaż na pewno nie w takich warunkach wyobrażałem sobie debiut w ekstraklasie - stwierdza Mackiewicz. - Mogę być w sumie, tak jak cała drużyna, zadowolony. Zostawiliśmy na boisku dużo zdrowia. W piłkę za bardzo grać się nie dało, ale pokazaliśmy charakter i walkę.

Remisując w Bełchatowie, białostoczanie przełamali się po serii pięciu porażek. W niedzielę przed nimi ostatni mecz w sezonie. O godz. 16 zagrają na własnym stadionie z Ruchem Chorzów.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl