Tomasz Hajto: Taki zimny prysznic pomógł nam wszystkich

Trzeba jedną rzecz szczerze powiedzieć, te apetyty bardzo są rozbudzone po tych ostatnich latach, a tak naprawdę to my nie jesteśmy jeszcze taką drużyną żeby grać regularnie o czwarte miejsce czy też pierwszą szóstkę - mówi Tomasz Hajto, trener Jagiellonii
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Głęboko pan odetchnął gdy Euzebiusz Smolarek w doliczonym czasie gry zdobył gola i zremisowaliście 1:1 z GKS-em Bełchatów przerywając tym samym serię pięciu porażek z rzędu?

Tomasz Hajto: - To nie chodzi o odetchnięcie. W pierwszej połowie ten mecz toczył się w anormalnych warunkach [przed spotkaniem nad Bełchatowem przeszła burza - red.]. W drugiej części pojedynku stworzyliśmy sobie kilka sytuacji do zdobycia bramki, ale to rywale wyprowadzili kontrę i zdobyli gola. To na pewno znowu bolało. Ale niech ktoś się postawi w sytuacji naszych chłopaków. Po pięciu porażkach jechaliśmy na mecz wyjazdowy, a od ponad miesiąca słyszeliśmy tylko negatywne rzeczy, to naprawdę nie była łatwa sytuacja. Nie pamiętam żebym w piłkarskiej karierze przegrał pięć meczów pod rząd, jako trener to było w ogóle dla mnie coś nowego. To była naprawdę ciężka sytuacja. Prasa, wielu ludzi, różne rzeczy donosiło i fajnie w tym ciężkim momencie zachował się prezes Cezary Kulesza, który nie tylko rozmawiał z drużyną, ale był takim duchowym wsparciem.

My dziś mówimy o Jagiellonii po pięciu porażkach, owszem straciliśmy trochę punktów, ale zobaczmy na inne drużyny, które w rundzie rewanżowej mają po dziesięć, dziewięć czy osiem porażek. Tym bardziej cieszę się teraz, że taki Jonatan Straus i Karol Mackiewicz w takich ciężkich momentach weszli do drużyny. Straus zagrał bezbłędny mecz w Bełchatowie. Przy tych warunkach, przy tej pogodzie, zagrał bez żadnego błędu, bez żadnego głupiego faulu, głupiej straty. Młody chłopak wszedł do drużyny i widać teraz, że każdy potrzebuje odpowiedniego czas żeby wejść. Można każdego wpuścić wcześniej, na wariackich papierach, ale żeby on był mentalnie gotowy, zaakceptowany przez drużynę, żeby drużyna wiedziała, że on może pomóc - na to potrzeba czasu.

Czyli wcześniej Straus nie był gotowy do gry w pierwszym zespole?

- Widocznie nie można było go wcześniej wpuścić. Każdy potrzebuje swojego czasu.

Tym bardziej cieszymy się, że w meczu w Bełchatowie strzeliliśmy bramkę w końcówce, bo w tym sezonie straciliśmy cztery gole już w doliczonym czasie gry. Chociaż mogliśmy zdobyć bramkę już wcześniej, sytuacje mieli Dawid Plizga, Karol Mackiewicz czy Maciek Gajos. Ostatecznie remis był sprawiedliwym wynikiem.

Trzeba jedną rzecz szczerze powiedzieć, te apetyty bardzo są rozbudzone po tych ostatnich latach, a tak naprawdę to my nie jesteśmy jeszcze taką drużyną żeby grać regularnie o czwarte miejsce czy też pierwszą szóstkę. Czas to pokazał, a taki zimny prysznic pomógł nam wszystkich, ale nie tylko nam, a wielu ludziom w klubie i w mieście. Ja powiedziałem już wcześniej, że przy przebudowie drużyny nie robi się sukcesów.

Ale celem postawionym przed drużyną było miejsce w pierwszej szóstce, a tego nie zrealizujecie.

- Ale ten cel kto wyznaczył? Cel ustalił zarząd, ja na to patrzę bardziej realnie. Staraliśmy, a okazało się, że ten mecz z Wisłą był taki decydujący, tam żeśmy dali naprawdę tyłka. Prowadząc 2:0 zremisowaliśmy 2:2 choć mieliśmy jeszcze od życia szansę stuprocentową po podaniu Tomka Kupisza do Daniego Quintany. Piłka jest nieprzewidywalna. Real Madryt w tym sezonie nie zdobył żadnego tytułu, a budżet nie chcę powiedzieć ile razy ma większy od Legii Warszawa, już nie mówiąc o nas. Tam nikogo nie zabijają, tam po prostu jest zmiana, a życie toczy się dalej. Piłka to jest show, coś się musi dziać.

My tym remisem w Bełchatowie pokazaliśmy, że polska piłka jest już czysta, że ta polska piłka zaczyna być zdrowa. Daliśmy odetchnąć Ruchowi, Widzewowi, Pogoni. Daliśmy tym remisem szansę Podbeskidziu. Pokazaliśmy, ze gramy fair do końca.

Dzisiaj jest dyskusja o zmianie trenera w Jagiellonii, nikogo nie zwalniają tylko w Jagiellonii. Dlatego ja w wywiadzie do "Super Expressu" powiedziałem, że skoro jest taka sytuacja to ja nie widzę dalej pracy tutaj. Ja przychodząc tutaj nie obiecywałem walki o żadne trofea, ja w pierwszym wywiadzie powiedziałem, że chcę przebudować drużynę żeby na nowy stadion był zespół, który chce grać w piłkę. Jeżeli ktoś tego nie zrozumiał to trudno. Ostatnio trener Ruchu Chorzów powiedział, że apetyty są tam strasznie rozbudzone po wicemistrzostwie, tutaj jest podobnie od momentu zdobycia Pucharu Polski. Teraz wszyscy myślą, że za drobne zrobi się Ligę Europejską. Nie da się. Maluchem można jechać sto na godzinę, a mercedesem 200.

Sezon zakończycie niedzielnym meczem z Ruchem na własnym stadionie i do tego pojedynku możecie chyba podejść już z dużym spokojem.

- Nie mam żadnego spokoju. Byłem profesjonalnym piłkarzem zagranicą, który przeżył różne sytuacje w drużynie, porażki, zwycięstwa, a teraz jestem skoncentrowany tylko na tym żeby walczyć za Jagiellonię. Czy to się komuś podoba, czy nie. Dopóki jestem związany z Jagiellonią będę o nią walczył do ostatniej kolejki.

A co potem?

- Czas pokaże. Przyjdzie czas na podsumowanie sezonu, na to kto nas zawiódł, kto popełniał błędy, na kogo żeśmy wspólnie z prezesem liczyli, bo to nie były tylko decyzje moje, bo ja nie mam pieniędzy i akcji w klubie tylko prezes Kulesza i te decyzje podejmowaliśmy wspólnie.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl