To był ostatni mecz Tomasza Frankowskiego i Tomasza Hajty

Celem było miejsce w pierwszej szóstce. Potem była szansa na awans do europejskich pucharów. Ostatecznie piłkarze Jagiellonii zakończyli rozgrywki na dziesiątym miejscu w tabeli ekstraklasy
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Niedzielnym pojedynkiem z Ruchem Chorzów na własnym stadionie białostoczanie zakończyli kolejny sezon w ekstraklasie. Jaki był on dla Jagiellonii?

- Ten sezon w moim wykonaniu i wykonaniu drużyny był chaotyczny - mówił jeszcze przed niedzielną konfrontacją Tomasz Frankowski. - Było dużo czerwonych kartek, dużo żółtych, było moje zawieszenie na początku sezonu, były mecze przegrane, szczególnie u siebie, z teoretycznie słabszymi przeciwnikami, to się wszystko złożyło na to, że zajmiemy miejsce dziewiąte, dziesiąte. To jest wynik poniżej oczekiwań przede wszystkim nas piłkarzy, a być może też trenerów i działaczy.

Ostatecznie po tym, jak białostoczanie wygrali 1:0 z Ruchem, zakończyli rozgrywki na dziesiątym miejscu w tabeli. Zaś doświadczony napastnik w ogóle zakończył piłkarską karierę.

- Nie ma co już męczyć masażystów, bo ostatnio mają ze mną trochę roboty - żartował przed pojedynkiem z ekipą z Chorzowa Tomasz Frankowski, który był współtwórcą największych sukcesów w historii klubu z Białegostoku. Wraz z Jagiellonią zdobył Puchar i Superpuchar Polski, wywalczył koronę króla strzelców. Gdy pod koniec konfrontacji z Ruchem schodził z boiska, żegnała go owacja na stojąco i gromkie okrzyki "Franek, Franek łowca bramek". Po spotkaniu kibice krzyczeli z kolei "Franek, zostań z nami" i "Franek, jeszcze nie odchodź" oraz odśpiewali mu sto lat. Koledzy z drużyny podrzucili go też do góry.

- Wszystko wskazuje na to, że był to mój ostatni mecz, szkoda, że nie zakończony bramką. O przyszłości pomyślę po wakacjach - stwierdził po wygranej z Ruchem Frankowski, który zaliczył asystę przy golu Daniego Quintany, ale też nie wykorzystał dwóch bardzo dobrych okazji do zdobycia bramki.

Nie tylko jednak doświadczony napastnik w niedzielę żegnał się z zespołem z Białegostoku. To samo dotyczyło również Tomasza Hajty. Trener już wcześniej zadeklarował, że nawet jak zostanie mu zaproponowany nowy kontrakt (obecny wygasa wraz z końcem czerwca), to go nie podpisze. To nie będą jedyne rozstania.

Jak w Białymstoku będzie wspominany Hajto? Kibice swe zdanie wyrazili już podczas ostatnich spotkań drużyny, gdy po białostockim stadionie niosło się gromkie " Hajto auf Wiedersehen". Nikt raczej tęsknić za nim więc nie będzie. Szkoleniowiec często podkreślał, że on nie obiecywał walki o trofea, ale "w pierwszym wywiadzie powiedziałem, że chcę przebudować drużynę, żeby na nowy stadion był zespół, który chce grać w piłkę". Obiekt w Białymstoku ciągle jest w budowie, a drużyna...

Każda budowa zaczyna się od fundamentów, na boisku tym fundamentem powinna być gra w obronie. O tym, jak pod tym względem wyglądała Jagiellonia, najlepiej świadczy bilans straconych goli. Zespół Tomasza Hajty musiał 45 razy wyjmować piłkę z własnej bramki, to jeden z najgorszych wyników w lidze. Paradoksem jest to, że były obrońca nie potrafił ustawić zespołu w defensywie, a może trafił na niezbyt pojętnych uczniów? Faktem jednak jest, że niektórzy zawodnicy ostatnio nie przypominali samych siebie jeszcze sprzed kilku, kilkunastu miesięcy. Olbrzymi spadek formy zaliczył Alexis Norambuena, Ugo Ukah nie prezentował się tak dobrze jak wcześniej w Widzewie Łódź. I tak można jeszcze wymieniać.

W sumie Hajto sam w pewnym sensie był uczniem w Jagiellonii. Dostał możliwość nauki zawodu trenera od razu w ekstraklasie. Od początku było więc jasne, że będzie popełniał błędy, tak jest przecież niemal w każdym przypadku. Niezależnie, czy ktoś zaczyna pracę jako trener, nauczyciel, murarz, czy... można dalej wymieniać. Sztuką jednak jest z popełnionych błędów wyciągać wnioski. Z tym był problem. Tomasz Hajto często też zapominał, że nie jest już ekspertem piłkarskim, czy komentatorem, a trenerem. Dosadne komentarze, cięte riposty - w pierwszym przypadku na pewno były atutem, w drugim już nie. Wystarczy wspomnieć jedną z konferencji prasowych i słowa o tym "kto grał w piłkę", czy też sytuację z Tomaszem Frankowskim, którego trener chciał ukarać, gdyż jego zdaniem doświadczony napastnik w jednym z wywiadów źle się o nim wypowiedział.

Jedno jednak trzeba oddać Tomaszowi Hajcie. Dokonał w Jagiellonii rzeczy, która wcześniej uchodziła za wręcz niemożliwą, zrobił coś, co nie udało się żadnemu z jego poprzedników. Białostoczanie przestali jeździć na mecze wyjazdowe jak turyści, a zaczęli przywozić z nich punkty. To pod wodzą byłego reprezentanta Polski były pierwsze w historii wygrane z Legią w Warszawie czy też z Lechem w Poznaniu. Ponadto można dodać również fakt, że to Hajto zatrzymał w Jagiellonii Macieja Makuszewskiego, na którym Jagiellonia zarobiła później milion euro.

- Chciałbym podziękować za szansę, jaką dostałem w Białymstoku - mówił po spotkaniu z Ruchem Tomasz Hajto. - Był to fantastyczny czas, mili kibice, mili ludzie, z którymi pracowałem w klubie. Szkoda, że gdzieś tam do końca nie spełniłem oczekiwać włodarzy Jagiellonii.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl

Tabela ekstraklasy

1. Legia Warszawa306759-22
2. Lech Poznań306146-22
3. Śląsk Wrocław304744-42
4. Piast Gliwice304641-41
5. Górnik Zabrze304335-31
6. Polonia Warszawa304245-34
7. Wisła Kraków303828-35
8. Lechia Gdańsk303842-43
9. Zagłębie Lubin303738-37
10. Jagiellonia Białystok303731-45
11. Korona Kielce303632-37
12. Pogoń Szczecin303529-39
13. Widzew Łódź303330-41
14. Podbeskidzie303239-43
15. Ruch Chorzów303135-48
16. GKS Bełchatów303124-38
Z ligi spada GKS Bełchatów oraz Polonia Warszawa, która nie uzyskała licencji.