Tomasz Frankowski podsumowuje karierę: Wójcik, Engel, Janas - przy żadnym nie czułem się potrzebny

W sobotę w Białymstoku odbędzie się pożegnalny mecz Tomasza Frankowskiego. Z kolei już we wtorek ukaże się książka o byłym napastniku przygotowana przez dziennikarzy ?Przeglądu Sportowego?
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

W sobotę na stadionie w Białymstoku odbędą się trzy specjalne pojedynki. Piłkarską karierę zakończy oficjalnie wówczas Tomasz Frankowski. M.in. z tej okazji dziennikarze "Przeglądu Sportowego" przygotowali specjalną publikację. Oto jej fragmenty.

"Następnego dnia nic nie wskazywało na katastrofę. Rano odwiozłem Fabiana do przedszkola, a potem załatwiałem sprawy, które chciałem pozamykać przed wyjazdem do Niemiec. Nagromadziło się tego, bo przez ostatnich osiem miesięcy nie było nas w kraju. Trzeba było naprawić pęknięty kran w domu i poszukać fachowca do konserwacji alarmu. Ani się obejrzałem, a już był wieczór. Pora kąpania dzieci.

W domu nie mam Polsatu i nawet nie przyszło mi do głowy, żeby wybrać się do kogoś na oglądanie, jak Paweł Janas ogłasza skład kadry. Kąpałem w spokoju Fabiana i Oliwkę. Usłyszałem dzwonek w telefonie, ale miałem mokre ręce i nie spieszyłem się z odebraniem. Słyszę, że dzwoni drugi raz, po chwili znowu. Pewnie brat albo przyjaciele z gratulacjami. Czego tu gratulować, skoro mój wyjazd od dawna był pewny. Wziąłem telefon do ręki. Cztery połączenia nieodebrane, trzy SMS-y. Czytam pierwszego: "Jestem w szoku!". Drugi dosadniejszy: "Co on kur... narobił?!".

O co chodzi? Kogo Janas z tej kadry wyrzucił? W salonie żona oglądała coś w telewizji.

Poprosiłem, żeby włączyła telegazetę. - Mam złe przeczucia - wydusiłem z siebie. Popatrzyłem na zestaw napastników: Żurawski, Rasiak, Jeleń, Brożek.

Do dziś nie potrafię opisać, co wtedy poczułem. Nie potrafię i tyle. Zakręciło mi się w głowie. Edyta w płacz, jakby zmarł ktoś bliski. Starałem się trzymać fason. - To tylko piłka, świat się nie kończy - pocieszałem żonę, ale w środku się gotowałem. Zapłakanej Edycie coś tam tłumaczyłem, że Janas miał podstawy i tak dalej, ale tak naprawdę zastanawiałem się, o co w tym wszystkim chodzi. Rozdzwonił się telefon, widziałem, że dobijają się dziennikarze. Pewnie chcieli, żebym w kilku słowach zniszczył Janasa. Nie! Po raz pierwszy postanowiłem z nimi nie rozmawiać. Przynajmniej tego wieczoru. Decyzji Janasa już nie mogłem zmienić. Postąpił źle, podle (...)".

"W reprezentacji zagrałem 22 razy, strzeliłem 10 goli. Mogło być więcej. Wójcik, Engel, Janas - przy żadnym nie czułem się potrzebny, od żadnego nie dostałem wsparcia. Kiepsko się gra, gdy trener traktuje cię jak piąte koło u wozu i zauważa dopiero wtedy, gdy zmuszą go do tego kontuzje innych. Żalu nie mam, czasami tak bywa".

Więcej w "Przeglądzie Sportowym".