Piotr Stokowiec, trener Jagiellonii: Chcemy dawać ludziom radość, a wyniki też przyjadą

- Widzimy te wszystkie mankamenty, wyciągniemy właściwe wnioski. Na pewno nie będziemy szukać usprawiedliwień - mówi Piotr Stokowiec, trener Jagiellonii, po sześciu kolejkach nowego sezonu ekstraklasy
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Tomasz Piekarski: Tomasz Kupisz tuż przed zamknięciem okienka transferowego został sprzedany do Włoch (do występującego w Serie A Chievo Werona), co pan na to?

Piotr Stokowiec, trener Jagiellonii: - Na pewno był on ważnym ogniwem, siłą napędową naszej ofensywy. Ja jednak jestem trenerem, a to była decyzja klubu. Ja nie odpowiadam za finanse. Moim zadaniem jest przygotowanie drużyny i zawodników, których mam w kadrze, żeby pokazali maksymalny poziom sportowy. Takie decyzje strategiczne należą do właścicieli. Na pewno nie chciałbym, żeby powtórzyła się sytuacja z Polonii Warszawa, gdzie klub był niewypłacalny i miał problemy z funkcjonowaniem. Klub trzeba też traktować jak przedsiębiorstwo, ja nie czuję się kompetentny do tego, aby mówić, w którym miejscu pod względem ekonomicznym jest klub.

Ale jeżeli chodzi o kwestie piłkarskie, to na pewno odejście Tomasza Kupisza jest osłabieniem zespołu.

- Nie da się ukryć. On był naszą siłą napędową, ale myślę też, że szczyt formy był jeszcze przed Tomkiem. Na pewno jednak nie będziemy teraz dramatyzować. Można powiedzieć, że jestem przyzwyczajony, bo pewną szkołę w Polonii przeszedłem, tam zawodnicy odchodzili jeden po drugim. Oczywiście tu jest inna sytuacja, inne realia. Szkoda, że Tomek odszedł, ale też otwiera się szansa dla innych zawodników. Do moich zadań należy wypromowanie kolejnego piłkarza.

Kto może być tym zawodnikiem, który zastąpi Tomasza Kupisza?

- Nie ma co wywierać wielkiej presji, ale Paweł Drażba daje ostatnio pozytywne sygnały i nieźle wygląda. Chociaż też wprowadzić młodego zawodnika do zespołu ekstraklasy nie jest łatwą sprawą. Trzeba się liczyć z tym, że to wymaga trochę czasu. Zobaczymy.

Odejścia Tomka nie traktuję jako dramatu, jako przeszkody, a raczej jako wyzwanie. Na pewno to będzie jakieś wyzwanie poradzić sobie bez Tomka. To jest też trudny moment dla drużyny, bo Tomek był jej ważną częścią, jednym z liderów zespołu. Tomek jednak pokazał też, że z Jagiellonii można odejść do ligi włoskiej, że warto pracować, że z Jagiellonii można się wypromować, można wypłynąć na szerokie wody. Oczywiście przed Tomkiem teraz poważna próba i walka o to, żeby rzeczywiście wypłynąć na szerokie wody.

Kupisza w ofensywie mógłby zastąpić m.in. Nika Dzalamidze. Na najbliższy mecz (15 września w Białymstoku z Ruchem Chorzów) będzie już gotowy do gry?

- Myślę, że tak. Na ostatnie spotkanie był już w dziewiętnastce meczowej. Teraz powinien być już w osiemnastce. Podczas treningów bierze on już normalnie udział w grach. W tym tygodniu będzie miał jeszcze przeprowadzone badania biomechaniczne sprawdzające sprawność obu kończyn. On sam jednak czuje się coraz lepiej. Oczywiście na pewno na początku nie będzie grał całych spotkań.

Można powiedzieć, że nie ma Tomka, ale Nika będzie lukę po nim zapełniał. Chociaż na płynne przejście potrzeba kilku tygodni.

A jak wygląda sytuacja z Rafałem Grzybem? Kiedy on będzie gotowy do gry?

- Już jest gotowy. We wtorek wziął już udział w testach szybkości. Na sto procent będzie gotowy na najbliższy mecz ligowy. Z kolei tylko częściowo z drużyną ćwiczy Dawid Plizga, który podkręcił staw skokowy. Myślę, że kwestią tygodnia jest to, że zacznie on normalnie ćwiczyć z zespołem.

Obecnie w ekstraklasie jest przerwa na mecze reprezentacji, ale zawodnicy na wolne chyba liczyć nie mogą.

- Jest teraz czas na prace. Piłkarze przechodzili testy szybkości. Pracujemy teraz dużo nad siłą. Nie planowaliśmy żadnego sparingu w tym okresie właśnie po to, żeby przyłożyć się do motoryki, bo jednak czterotygodniowy okres przygotowawczy to było trochę za mało.

Nie ma w planach sparingu, ale w sobotę drużyna zagra na imprezie pożegnalnej Tomasza Frankowskiego.

- Tak. Część zawodników zagra w drugim zespole, a część w meczu z przyjaciółmi Tomka Frankowskiego. Podziękujemy Tomkowi za jego chwile w Jagiellonii, za promocję miasta i klubu. Wyjdziemy na to spotkanie w mocnym składzie. Oczywiście w takich meczach ważna jest zabawa, ale my swoje zadania motoryczne też będziemy mieli do wypełnienia.

Jak by pan podsumował pierwsze sześć spotkań w wykonaniu Jagiellonii? Osiem zdobytych punktów to...?

- Można na to patrzeć z różnych stron, opinie mogą być podzielone. Trzeba zwrócić uwagę, że z tych sześciu spotkań pięć rozgrywaliśmy na wyjeździe. Nie ma więc co narzekać. Myślę, że czas działa na naszą korzyść. Chociaż oczywiście w niektórych przypadkach, tak jak z Pogonią Szczecin [porażka 2:3 - red.], można było pokusić się o coś więcej. Chociaż muszę przyznać, że bardziej byłem zadowolony po porażce z Pogonią niż po remisie w ostatniej kolejce (1:1) z Widzewem. W meczu w Łodzi też trzeba jednak dostrzec to, że wyszliśmy z trudnej sytuacji. Graliśmy w dziesięciu, a mimo to wymieniliśmy dwa razy więcej podań od rywali, byliśmy częściej w posiadaniu piłki, wykonaliśmy więcej dośrodkowań, więcej uderzeń, w końcówce zdobyliśmy też gola. Oczywiści były też wpadki, proste błędy, ale my się jeszcze docieramy. Widzimy te wszystkie mankamenty, wyciągniemy właściwe wnioski. Na pewno nie będziemy szukać usprawiedliwień, że byliśmy osłabieni kadrowo. W meczu z Pogonią mieliśmy wiele sytuacji podbramkowych, wiele dobrych okazji do zdobycia bramek, wiele akcji oskrzydlających. Było widać chęć wygrania. Myślę, że kibice będą chętnie przychodzić nas oglądać. Chcemy dawać ludziom radość, a wyniki też przyjadą.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl