Od Jagiellonii... do Jagiellonii. Bogata kariera Tomasza Frankowskiego [ZDJĘCIA]

Grał we Francji, Japonii, Hiszpanii, Anglii, Stanach Zjednoczonych i oczywiście w Polsce. Zdobywał mistrzostwa, tytuły króla strzelców. Strzelał ważne gole w reprezentacji. W sobotę odbędzie się pożegnalna impreza. Tomasz Frankowski zakończy tym samym bogatą piłkarską karierę
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Sobotnia impreza na stadionie miejskim w Białymstoku zapowiada się niezwykle atrakcyjnie. O godz. 12 rozpocznie się festyn rodzinny. Natomiast od godz. 15 miejscem wydarzeń będzie już murawa stadionu. Najpierw odbędzie się spotkanie drużyny Akademii Piłkarskiej 21 (Tomasz Frankowski prowadzi ją w Krakowie wraz z Mirosławem Szymkowiakiem) i Akademii Jagiellonii (będą to zespoły z rocznika 2000). Następnie zostanie rozegrany mecz Reprezentacji Artystów Polskich z byłymi zawodnikami Jagiellonii. Obok Tomasza Frankowskiego na murawę wybiegną m.in. Marek Citko, Mariusz Piekarski, Jacek Chańko, Daniel Bogusz, Dariusz Czykier. Potem obecny zespół Jagiellonii zmierzy się z ekipą o nazwie Franek Team, a zagrać w niej mają chociażby Kamil Grosicki, Maciej Żurawski, Kamil Kosowski, Mirek Szymkowiak, Ryszard Czerwiec. Mecze będą rozgrywane najprawdopodobniej 2x25 minut.

Podczas imprezy będą też atrakcje pozapiłkarskie. Planowany jest występ zespołu Audiofeels, jak też pokaz Krzysztofa Golonko, czyli będzie żonglerka i zabawy z piłką. Później ma odbyć się pokaz fajerwerków.

Bilety (normalny - 15 zł, dzieci do 13. roku życia - 5 zł, bilety sektor VIP - 50 zł) są do nabycia w punktach sprzedaży Jagiellonii.

Już na początek było mistrzostwo

Tomasz Frankowski pierwszy znaczący sukces zanotował 21 lat temu. W 1992 roku Jagiellonia zdobyła złoty medal mistrzostw Polski juniorów starszych. Wówczas w składzie ekipy z Białegostoku obok filigranowego napastnika grali m.in. Daniel Bogusz, Bartosz Jurkowski, Jacek Chańko, Mariusz Piekarski, Marek Citko. Trenerem zespołu był Ryszard Karalus.

W 1992 roku Frankowski zadebiutował też w ekstraklasie. 29 sierpnia w 55. minucie pojedynku z Ruchem Chorzów murawę opuścił Tomasz Giedrojć, a zastąpił go właśnie młody napastnik. Białostoczanie przegrali wówczas 0:3.

- Ten mecz pamiętam jak przez mgłę - wspominał w jednej z rozmów z BIALYSTOK.SPORT.PL Tomasz Frankowski. - Nie ma co ukrywać, spotkanie z Ruchem nie utkwiło mi za bardzo w pamięci. Przede wszystkim był to przegrany mecz, a ponadto było to 21 lat temu, a więc trochę wody w Wiśle upłynęło od tamtego czasu. Pewnie, jak dla każdego 17-latka, debiut w lidze był wówczas spełnieniem marzeń i na pewno nie zastanawiałem się wtedy, jak długo będę grał w piłkę.

W sezonie 1992/1993 Frankowski rozegrał dziewięć spotkań w ekstraklasie w barwach Jagiellonii. Wtedy też zdobył swego pierwszego gola w krajowej elicie. W meczu z Szombierkami Bytom wykorzystał rzut karny.

Przez Francję do Japonii

Zespół z Białegostoku spadł z ligi, a młody piłkarz wyjechał do Francji. Został zawodnikiem RC Strasbourg. Na początku w nowym klubie Frankowski grywał w drużynie rezerw, gdzie był bardzo skuteczny (22 gole). Awansował więc do kadry pierwszego zespołu i zadebiutował we francuskiej ekstraklasie. W pierwszym zespole strzelił jednak tylko dwa gole.

W 1996 roku napastnik przeszedł do japońskiej drużyny Grampus Eight Nagoya, której trenerem był wówczas późniejszy szkoleniowiec Arsenalu, Arsene Wenger. Epizod w Azji był jednak krótki.



- Na dworcu w Nagoi czekał na mnie tłum reporterów. Kamery, mikrofony, flesze i specjalna konferencja prasowa. Myślałem, że mnie z kimś pomylili. Ale nie, tak witali osiemnastego piłkarza Strasbourga - wspomina Frankowski na łamach "Przeglądu Sportowego". - Przez półtora miesiąca wystąpiłem w ośmiu meczach Nagoi. Dwa ostatnie były najbardziej udane, wskoczyłem w jako taki rytm. Nie powiem, żebym wcześniej kogoś oczarował. Gdybym pojechał na rok, to inna sprawa. Nagoya mogła mnie wykupić za 4 miliony franków, ale zrezygnowała z transferu.

Frankowski wrócił do Francji i zaczął grać w II-ligowym Martigues. Następnie zdecydował się na powrót do rodzinnego kraju. Napastnik został zawodnikiem Wisły Kraków. W barwach tego klubu świętował największe sukcesy w karierze.

Sukcesy z Wisłą Kraków

Frankowski od razu stał się kluczowym piłkarzem Wisły. Gole zdobywał niemal jak na zawołanie. W pierwszym sezonie 21 razy pokonywał bramkarza rywali. To dało mu koronę króla strzelców, a ekipie z Krakowa mistrzostwo. W sezonie 1999/2000 zdobył 17 goli. W kolejnym trafień było 18, a Frankowski ponownie mógł cieszyć się ze zdobycia korony króla strzelców, jak też mistrzostwa. Ponadto Wisła zdobyła również Puchar Ligi. W następnym roku był Puchar Polski, a potem jeszcze trzy mistrzostwa i kolejna korona króla strzelców. Łącznie w barwach klubu z Krakowa Tomasz Frankowski rozegrał 173 spotkania w ekstraklasie i zdobył w nich 115 goli. Ostatni mecz w Wiśle rozegrał 27 sierpnia 2005 roku. Zespół z Krakowa zremisował 1:1 z Odrą Wodzisław Śląski, a napastnik wpisał się na listę strzelców.



Po nieudanej walce o awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów z Panathinaikosem Ateny Frankowski odszedł do II-ligowego hiszpańskiego Elche.

Drugi wyjazd

W debiucie w Hiszpanii Frankowski zdobył gola. Potem dorzucił siedem kolejnych. Łącznie w barwach Elche zaliczył jednak tylko 14 występów. Szybko bowiem doszło do kolejnych przenosin. Napastnik został piłkarzem Wolverhampton Wanderers, klubu z angielskiej Championship. Pierwszy mecz w barwach nowej drużyny Tomasz Frankowski zaliczył z Manchesterem United w Pucharze Anglii (porażka 0:3). Ostatecznie jednak przygody na Wyspach Brytyjskich napastnik do udanych zaliczyć nie może. Wystarczy wspomnieć, że w Anglii nie zdobył żadnego gola.

Frankowski powrócił więc do Hiszpanii, został wypożyczony do CD Tenerife. Na II-ligowych boiskach rozegrał 19 spotkań i zdobył w nich trzy bramki. Po okresie wypożyczenia wrócił do Anglii, ale w Wolverhampton już nie zagrał. Kontrakt został rozwiązany za porozumieniem stron. Zawodnik zdecydował się wówczas na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. 19 lutego 2008 podpisał roczny kontrakt z Chicago Fire. W pierwszym meczu w barwach nowego klubu przed własną publicznością zdobył dwie bramki. Potem tak dobrze już nie było. Trener chciał bowiem zrobić z niego bocznego pomocnika, co było wręcz niedorzeczne. W listopadzie Frankowski postanowił wrócić do Polski.

15 lat i powrót do Jagiellonii

Napastnik miał różne oferty z polskiej ekstraklasy. 23 grudnia 2008 roku zdecydował się na podpisanie dwuletniego kontraktu z Jagiellonią. Do ekipy z Białegostoku powrócił więc po 15 latach.

- Chcę spróbować wyciągnąć ten zespół w górną połówkę tabeli. O emeryturze na razie myślę tylko wtedy, kiedy pytają mnie o nią dziennikarze - uśmiechał się piłkarz po podpisaniu kontraktu z drużyną z Białegostoku.

Frankowski miał wówczas 34 lata, a powrót do rodzimej ekstraklasy miał niezwykle udany. W pierwszych pięciu meczach zdobył pięć goli. W sezonie 2009/2010 zaliczył 11 trafień. Dzięki jego bramkom Jagiellonia utrzymała się w lidze mimo dziesięciu ujemnych punktów (kara za korupcję), jak też zdobyła Puchar Polski, co jest największym sukcesem w historii klubu. Ponadto białostoczanie wywalczyli też Superpuchar Polski, a po rozgrywkach 2010/2011 Tomasz Frankowski mógł cieszyć się z kolejnego tytułu króla strzelców (zdobył 14 bramek).



Tomasz Frankowski w barwach Jagiellonii w ekstraklasie rozegrał 129 spotkań, zdobył w nich 53 gole. Łącznie w krajowej elicie zaliczył (jako piłkarz Wisły i Jagiellonii) 302 występy, a strzelił w nich 168 bramek (zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji wszech czasów najlepszych strzelców ekstraklasy).

Ostatnim meczem Tomasza Frankowskiego w ekstraklasie było starcie 2 czerwca 2013 roku z Ruchem Chorzów. Wówczas to białostoczanie wygrali 1:0, a gdy napastnik schodził z boiska, żegnała go owacja na stojąco i gromkie okrzyki "Franek, Franek łowca bramek". Po spotkaniu kibice krzyczeli z kolei "Franek zostań z nami" i "Franek jeszcze nie odchodź".

Tomasz Frankowski nie zmienił już jednak wcześniejszej decyzji i po ostatnim sezonie postanowił zakończyć piłkarską karierę. W sobotę odbędzie się pożegnalna impreza.

- W czerwcu była podjęta świadoma decyzja. Wiedziałem, że stadion zaraz powstanie, że jak zwykle murawa będzie najlepsza w Polsce, ale zdawałem sobie sprawę, że zeszły sezon już mnie zmęczył fizycznie i psychicznie. Postanowiłem więc zakończyć przygodę z piłką - tłumaczy Frankowski, który swój dobry czas miał też w reprezentacji.

Reprezentacyjna zadra

Mimo że Tomasz Frankowski w polskiej lidze zdobywał bramki jak na zawołanie, to nigdy nie cieszył się zbytnim zaufaniem selekcjonerów kadry. W biało-czerwonych barwach zadebiutował 28 kwietnia 1999 roku w meczu z Czechami. Pierwszego gola w reprezentacji zdobył z kolei 15 listopada 2000 roku w towarzyskim starciu z Islandią. Najlepszy okres w kadrze zaliczył podczas eliminacji do mistrzostw świata w Niemczech. Strzelił wtedy siedem bramek, chociaż zazwyczaj na boisku pojawiał się z ławki rezerwowych. Niespodziewanie jednak trener Paweł Janas nie powołał go na turniej do Niemiec.



- W reprezentacji zagrałem 22 razy, strzeliłem 10 goli. Mogło być więcej. Wójcik, Engel, Janas - przy żadnym nie czułem się potrzebny, od żadnego nie dostałem wsparcia. Kiepsko się gra, gdy trener traktuje cię jak piąte koło u wozu i zauważa dopiero wtedy, gdy zmuszą go do tego kontuzje innych. Żalu nie mam, czasami tak bywa - stwierdza Frankowski na łamach "Przeglądu Sportowego".

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl