Sport.pl

Jagiellonia pokonała Podbeskidzie. Mecz kończyła w dziesiątkę [ZDJĘCIA]

Piłkarze Jagiellonii zainkasowali w czwartek trzy punkty. Pokonali 1:0 na wyjeździe Podbeskidzie Bielsko-Biała. Wygrana mogła być bardziej okazała, ale też mogło jej nie być, gdyż białostoczanie mecz kończyli w osłabieniu
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Do starcia z Podbeskidziem białostoczanie przystępowali w wyśmienitych nastrojach. W poprzedniej kolejce pokonali wszak aż 6:0 Ruch Chorzów. Olbrzymi wkład w tak okazałą wygraną miał Dani Quintana, który zdobył dwie bramki i zaliczył trzy asysty.

- Oczywiście, jeżeli chodzi o gole i asysty, to był mój najlepszy mecz w karierze, ale jeżeli chodzi o występ jako całość, to nie jestem z niego do końca zadowolony. Miałem za dużo strat - analizował swą grę Hiszpan, który w barwach Jagiellonii debiutował wiosną poprzedniego sezonu właśnie w meczu z Podbeskidziem. Wówczas białostoczanie przegrali 0:4.

- Mam nadzieję, że tym razem przywieziemy korzystny wynik - stwierdził przed wyjazdem na spotkanie z Podbeskidziem Dani Quintana.

W porównaniu do starcia z Ruchem trener Piotr Stokowiec dokonał jednej zmiany w wyjściowym składzie Jagiellonii. Tym razem na ławce rezerwowych zasiadł Karol Mackiewicz, a na boisku od pierwszej minuty pojawił się Tomasz Bandrowski.

Z kolei Czesław Michniewicz, szkoleniowiec Podbeskidzia, które nie przegrało czterech ostatnich spotkań, dokonał dwóch roszad w podstawowej jedenastce swej drużyny w porównaniu do meczu z Widzewem Łódź (1:1). Od pierwszej minuty zagrał m.in. Błażej Telichowski, któremu trener przed meczem zalecał zażycie tabletek.

Jeżeli zawodnicy Podbeskidzia wzięli nawet jakieś proszki, to na pewno nie zadziałały one tak, jak powinny. W pierwszych minutach pojedynku gospodarze przyglądali się jedynie, co robią białostoczanie, a ci szybko powinni objąć prowadzenie. Już w pierwszej minucie, w jakiej dyspozycji jest Ladislav Rybansky, sprawdził Rafał Grzyb. Bramkarz Podbeskidzia, który we wcześniejszych meczach nie był pewnym punktem swej drużyny, w tej sytuacji nie dał się zaskoczyć. Po chwili precyzji zabrakło natomiast Quintanie. Hiszpan strzelił głową obok bramki po dwójkowej akcji z Mateuszem Piątkowskim. Potem swej szansy na zdobycie gole szukał Jonatan Straus, ale jego uderzenie też zatrzymał bramkarz rywali, to samo później zrobił również z kolejnym strzałem Grzyba.

Trzykrotnie w pierwszej części spotkania na listę strzelców próbował wpisać się z kolei Dawid Plizga. W pierwszym przypadku trafił w słupek. Przy drugiej okazji, będąc sam na sam z bramkarzem, po podaniu piłki od Piątkowskiego, posłał futbolówkę tuż obok słupka. Przy trzeciej szansie już się jednak nie pomylił. W 44. minucie Dawid Plizga na gola zamienił podanie Jonatana Strausa i Jagiellonia schodziła na przerwę, prowadząc 1:0.

- Na pewno w szatni padną mocne słowa - stwierdził po pierwszej połowie w rozmowie z reporterem NC + Telichowski.

Tak zapewne było, gdyż Podbeskidzie w pierwszych 45 minutach prezentowało się słabo. Groźnie pod bramką Jakuba Słowika robiło się w zasadzie tylko wówczas, gdy białostoczanie sami prokurowali takie sytuacje. Tak było m.in. wówczas, gdy Tomasz Bandrowski tuż przed polem karnym zagrał piłkę ręką.

Trener Czesław Michniewicz, widząc, co się dzieje na boisku, już w przerwie zdecydował się na przeprowadzenie dwóch zmian. Boisko opuścili Krzysztof Chrapek oraz Marcin Wodecki, a na murawie zameldowali się Fabian Pawela i Daniel Bujok.

To jednak nie gospodarze, a goście zaraz po zmianie stron mogli zdobyć gola. Quintana uderzył z rzutu wolnego. Piłkę odbił Rybansky, ale to nie był jeszcze koniec akcji białostoczan. Futbolówka trafiła bowiem do Michała Pazdana. Obrońca odegrał ją do Piątkowskiego, ale napastnik nie wykorzystał wyśmienitej sytuacji. Kilka minut później nie było go już na boisku. Na murawie zastąpił go Bekim Balaj. Albańczyk jest jokerem w talii Piotra Stokowca (w siedmiu dotychczasowych spotkaniach napastnik sześć razy pojawiał się na boisku z ławki rezerwowych i zdobył pięć goli), ale tym razem nie wpisał się na listę strzelców.

Ostatecznie białostoczanie zainkasowali trzy punkty, chociaż w ostatnich minutach musieli sobie radzić w dziesiątkę. Drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką ukarany został Ugo Ukah. Nigeryjczyk z włoskim paszportem drugie upomnienie zobaczył chyba za zagranie piłki ręką podczas starcia z Łukaszem Żegleniem. Chociaż w tym przypadku na kartkę zasłużył też piłkarz Podbeskidzia, który podeptał zawodnika Jagiellonii.

Kolejne spotkanie w lidze białostoczanie rozegrają w środę. Wówczas to zmierzą się na własnym stadionie z Legią Warszawa.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl

Więcej o: