Jagiellonia gra z Lechem. Rywal nie ma znaczenia

- Czas pokazać, że miejsce w pierwszej ósemce nam się należy - mówi trener Piotr Stokowiec. Jagiellonia zmierzy się dziś (godz. 20.30) na własnym stadionie z Lechem Poznań
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Oba zespoły przystąpią do konfrontacji, mając za sobą pewne serie.

- Dyspozycja drużyny zdecydowanie rośnie. Ostatnie wyniki są dobre i myślę, że jesteśmy wstanie pokazać jeszcze lepszą grę i piąć się w górę tabeli - mówi Rafał Murawski, kapitan zespołu z Poznania, który jest niepokonany od pięciu kolejek. Lech zaliczył w nich trzy wygrane i dwa remisy, czyli zdobył 11 pkt. Białostoczanie też mają za sobą serię wynoszącą pięć spotkań, w tym przypadku nie ma się jednak z czego cieszyć. Jagiellonia nie wygrała żadnego z pięciu ostatnich ligowych pojedynków, co więcej w meczach tych zdobyła tylko punkt. Po ostatniej porażce (0:1 na własnym stadionie z Górnikiem Zabrze) białostoczanie po raz pierwszy w tym sezonie wypadli poza pierwszą ósemkę w tabeli. Tym samym znaleźli się w gronie drużyn, które po rundzie zasadniczej będą walczyć o pozostanie w rozgrywkach.

- Nie mamy poczucia, że coś źle robimy. Nie zasłaniamy się absencjami kartkowymi czy kontuzjami. Drużyna naprawdę dobrze pracuje. Jesteśmy po serii niepowodzeń, ale szybko można to odwrócić. Można patrzeć w dół tabeli, ale można też w górę. Myślę, że zasługujemy na to, żeby iść w górę - stwierdza Piotr Stokowiec, trener Jagiellonii. - Teraz czeka nas pojedynek z Lechem i jesteśmy gotowi na walkę, ale jesteśmy w takiej sytuacji, że nie ma dla nas znaczenia, czy gramy teraz z Lechem, czy z inną drużyną. Jesteśmy bardzo skoncentrowani i myślę, że trochę przepełnieni sportową złością i tak wyjdziemy na ten mecz, bo ostatnio rzeczy marginalne decydowały o naszych niepowodzeniach. Zamierzamy to odwrócić.

- Nie mówmy o porażce, tylko patrzmy na to, co będzie, gdy wygramy. Zwycięstwo w tym meczu nie dość, że podniesie morale, ale też podniesie nas w tabeli. Możemy awansować na siódme, czy szóste miejsce. Skupiamy się tylko na zwycięstwie - dodaje Dawid Plizga i podkreśla jeszcze jedną rzecz: - Chodzi też o to, żeby wygrać na własnym stadionie, żeby pokazać, że ten mecz z Ruchem to nie była wypadkowa czegoś, chcemy to powtórzyć, może nie wynik, ale zwycięstwo.

Wspomniany mecz z ekipą z Chorzowa (wygrany 6:0) to jedyne zwycięstwo białostoczan w tym sezonie przed własną publicznością. Ponadto Jagiellonia w pojedynkach u siebie zaliczyła cztery porażki. Tak złego bilansu spotkań na własnym stadionie nie ma żadna inna drużyna w lidze.

- Kiedyś nie szło nam na wyjazdach, a teraz sytuacja się odwróciła - przypomina Rafał Grzyb, który jest już jednym z niewielu zawodników w obecnej kadrze drużyny pamiętający okres, gdy białostoczanie na własnym stadionie wygrywali mecz za meczem. Na razie jest z tym kłopot. Zresztą Jagiellonia nie zdobyła punktu w lidze od momentu gdy z powodu kontuzji z jej składu wypadł kapitan.

- Na pewno to nie jest tak, że moja osoba zmieniłaby oblicze drużyny i nagle zaczęlibyśmy wygrywać - zastrzega Rafał Grzyb, który być może w przyszłym tygodniu rozpocznie treningi wraz z drużyną. Mimo jego absencji sytuacja kadrowa Jagiellonii i tak jest lepsza niż przed ostatnim spotkaniem. Do dyspozycji Piotra Stokowca będą już Jakub Słowik oraz Jakub Tosik, którzy ostatnio musieli pauzować z powodu kartek. Grać może też Nika Dzalamidze. Co prawda Gruzin w meczu z Górnikiem został ukarany czerwoną kartką, ale pauzować nie musi, gdyż upomnienie było wynikiem dwóch żółtych kartoników.

W składzie Lecha zabraknie za to Łukasza Trałki, który zagrał w obecnym sezonie we wszystkich spotkaniach w podstawowym składzie. Pomocnik musi pauzować z powodu kartek.

- Mamy na tej pozycji duży komfort pracy - wydaję się nie przejmować Mariusz Rumak, trener Lecha, a pytany o czwartkowego rywala odpowiada: - Mimo tego, że Jagiellonia średnio się spisuje i w tym sezonie przegrała u siebie cztery mecze, jest to rywal, który ma swoją piłkarską jakość. Przygotowując się do tego spotkania myślę jednak o swojej drużynie.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl