Dwie kontrowersyjne sytuacje. Jagiellonia przegrała z Lechią

Piłkarze Jagiellonii przegrali w czwartek 0:1 na własnym stadionie z Lechią Gdańsk. Spotkanie nie było wielkim widowiskiem, ale nie zabrakło też w nim kontrowersyjnych sytuacji
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Czwartkowy mecz rozpoczął 18. serię spotkań w ekstraklasie. Przed tą konfrontacją białostoczanie z dorobkiem 22 punktów zajmowali dziewiątą pozycję w tabeli. Lechia miała dwa "oczka" mniej i plasowała się na 12. miejscu. Jagiellonia wygrywając mogła wskoczyć do pierwszej ósemki, do ósmego w lidze Ruchu traciła punkt.

- Ten mecz ma dla nas bardzo wielkie znaczenie. Możemy pójść w górę - mówił przed spotkaniem Piotr Stokowiec, który był w dobrym nastroju, gdyż w poprzedniej kolejce jego drużyna wygrała 3:1 ze Śląskiem Wrocław. Słabiej w ostatnich pojedynkach spisywała się natomiast Lechia, w ostatnich trzech meczach zdobyła tylko punkt. W pierwszej konfrontacji tych drużyn w tym sezonie ekipa z Gdańska wygrała 2:0 na własnym stadionie.

- Nie chcę analizować i oceniać gry rywali, wiem natomiast, że Jagiellonia ma słabe i silne strony. Te pierwsze chcemy wykorzystać, a drugie zniwelować - zapowiadał przed pojedynkiem Michał Probierz, szkoleniowiec Lechii, który w 2010 roku doprowadził Jagiellonię do największego sukcesu w historii klubu, czyli do zdobycia Pucharu Polski.

W barwach Lechii w czwartek nie mogło zagrać kilku ważnych zawodników. Z powodu kartek ze składu wypadł m.in. Daisuke Matsui. Gdy w poprzednich spotkaniach brakowało Japończyka, ekipa z Gdańska spisywała się słabo.

Trener Piotr Stokowiec postanowił w czwartek desygnować do gry identyczny skład jak w wygranym w ostatniej kolejce pojedynku ze Śląskiem. W pierwszych fragmentach spotkania lepiej prezentowali się gospodarze, ale to goście oddali pierwszy strzał. Piotr Grzelczak uderzył z dystansu, ale Krzysztof Baran nie musiał interweniować. Zresztą przez długi okres bramkarze obu drużyn byli niemal bezrobotni.

A propos bramkarzy, to z trybun stadionu w Białymstoku pojedynek obserwował Jarosław Tkocz, czyli asystent selekcjonera Adama Nawałki, który w kadrze jest właśnie trenerem bramkarzy. W czwartek to chyba jednak nie golkiperom się przyglądał.

Wracając do spotkania, to w 25. minucie Jagiellonia mogła, a nawet powinna, objąć prowadzenie. Po dośrodkowaniu Dawida Plizgi piłkę wybił Mateusz Bąk. Futbolówka trafiła wprost pod nogi Bekima Balaja. Albańczyk był w wybornej okazji do zdobycia gola, ale z sześciu metrów posłał piłkę nad poprzeczką.

- Gramy bardzo słabo, nie potrafimy utrzymać się przy piłce, skonstruować fajnej akcji. W drugiej połowie musimy to zmienić - stwierdził w przerwie Dawid Plizga w rozmowie z reporterem NC +, a zespoły schodziły do szatni przy bezbramkowym remisie. Chociaż mogło być inaczej. Już w doliczonym czasie gry Lechia miała rzut rożny. Mateusz Machaj dośrodkował, a Wojciech Zyska uderzył kapitalnie piętą. Jeszcze lepiej interweniował jednak Krzysztof Baran.

Trener Piotr Stokowiec w przerwie zdecydował się na dwie zmiany. Na boisko już nie wrócili Adam Waszkiewicz i Karol Mackiewicz. Ich miejsca zajęli Jakub Tosik oraz Maciej Gajos. Obrazu gry to jednak za bardzo nie zmieniło. Nadal sytuacji pod obiema bramkami było jak na lekarstwo, a jak już zawodnicy oddawali strzały (Rafał Grzyb ze strony Jagiellonii i Mateusz Machaj, Piotr Wiśniewski oraz Grzelczak ze strony Lechii), to zazwyczaj były one niecelne.

W końcu nadeszła 78. minuta. Białostoczanie mieli spory problem z wyprowadzeniem piłki spod własnego pola karnego. Ostatecznie po zagraniu Ugo Ukaha piłka odbiła się od Grzelczaka i trafiła do Piotra Wiśniewskiego. Ten umieścił ją w bramce.

Wcześniej, bo w 57. minucie, białostoczanie domagali się też rzutu karnego. Rafał Janicki przytrzymywał za koszulkę Balaja, ale sędzia Szymon Marciniak "jedenastki" nie podyktował. Chociaż chyba w poprzedniej kolejce arbiter Paweł Gil odgwizdał rzut karny za jeszcze mniejsze przewinienie na Balaju.

Inna kontrowersyjna sytuacja miała miejsce na dziesięć minut przed końcem meczu. Sebastian Madera zbyt wysoko podniósł nogę przy jednej z interwencji i trafił w Ukaha, rozciął głowę dla obrońcy Jagiellonii. Sędzia Szymon Marciniak nie podyktował jednak rzutu karnego, a rzut wolny pośredni pięć metrów od bramki Lechii. Piłka po strzale Daniego Quintany zatrzymała się na murze złożonym z zawodników zespołu z Gdańska.

Ostatecznie więc Lechia wywiozła z Białegostoku trzy punkty.

Kolejne spotkanie białostoczanie rozegrają w poniedziałek. Na własnym stadionie zmierzą się wówczas z Wisłą Kraków.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl