Czerwona kartka i gol w końcówce. Remis Jagiellonii z Podbeskidziem

Ostatnia akcja zadecydowała o tym, że Jagiellonia nie pokonała w piątek na własnym stadionie Podbeskidzia Bielsko-Biała. Ostatecznie mecz, w którym białostoczanie przez ponad dwadzieścia minut grali w osłabieniu, zakończył się remisem 2:2
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Piątkowy mecz w Białymstoku był pierwszym od lat, podczas którego spikerem nie był Maciek Kotarski. Popularny "Buła" zmarł w nocy ze środy na czwartek. Mimo to jego głosu nie zabrakło w piątek. Został odtworzony z nagrania "Kto wygra mecz" - zabrzmiało.

Spotkanie z Podbeskidziem białostoczanie rozpoczęli w trochę zmienionym składzie w porównaniu z pierwszym wiosennym pojedynkiem w lidze (porażka 0:1 w Chorzowie z Ruchem). Z powodu urazu nie mógł zagrać Dawid Plizga. Ponadto z podstawowej jedenastki wypadli Jakub Tosik oraz Joel Perovuo. Ich miejsca zajęli Nika Dzalamidze, Giorgi Popchadze i Adam Dźwigała.

Z kolei w drużynie przedostatniego w lidze Podbeskidzia w starciu z Jagiellonią wystąpić nie mogli Tomasz Górkiewicz (pauza za kartki) i Bartłomiej Konieczny (kontuzja). Poza tym w porównaniu ze spotkaniem sprzed tygodnia (wygrana 1:0 z Widzewem Łódź) nie w wyjściowej jedenastce, a na ławce rezerwowych miejsca zajęli Charles Nwaogu i Sebastian Bartlewski.

Gol na 50 spotkań

Od pierwszej minuty w składzie Podbeskidzia wybiegł na boisko za to m.in. Piotr Malinowski. 29-letni piłkarz w ekstraklasie rozegrał już niemal sto spotkań. Do piątku w swym dorobku miał tylko jedną bramkę zdobytą w krajowej elicie (dokładnie 23 września 2011 roku w starciu z Lechią Gdańsk). W pojedynku z Jagiellonią poprawił swój mizerny dorobek. W szóstej minucie spotkania w pole karne białostoczan dośrodkował Maciej Iwański. Jakub Słowik próbował łapać piłkę, ale po zderzeniu z Mateuszem Stąporskim padła ona łupem Malinowskiego, a ten nie miał problemów z umieszczeniem futbolówki w bramce.

- Nie liczę minut bez zdobytego gola. Cieszę się, że zdobyłem bramkę, szkoda tylko, że prowadzenia 1:0 nie utrzymaliśmy do przerwy - mówił schodząc do szatni Piotr Malinowski w rozmowie z reporterem NC +.

Dwie siódemki

Białostoczanie wyrównali w 24. minucie. Wówczas to kapitalnym podaniem za plecy obrońców popisał się Nika Dzalamidze. Do piłki dopadł Bekim Balaj i zdobył swego siódmego gola w obecnym sezonie. Kilka chwil wcześniej futbolówka też zatrzepotała w bramce Podbeskidzia, ale gol nie został uznany, gdyż Dani Quintana był na pozycji spalonej. Hiszpan dopiął swego w drugiej połowie, a uczynił to przy sporej pomocy... Marka Sokołowskiego. Kapitan Podbeskidzia niedokładnie zgrywał piłkę głową do Richarda Zajaca. Futbolówkę przejął Quintana i technicznym uderzeniem wyprowadził Jagiellonię na prowadzenie. Hiszpan, tak jak wcześniej Albańczyk, zdobył siódmego gola w trwających rozgrywkach.

Kilka minut później Quintana mógł poprawić swój dorobek, ale pierwsze jego uderzenie obronił Zajac, a przy drugim strzał pomocnika Jagiellonii był minimalnie niecelny. Mimo wszystko w tym momencie wydawało się, białostoczanie spokojnie zainkasują trzy punkty.

Wyrzucony Popchadze

Tak spokojnie jednak nie było, gdyż od 67. minuty gospodarze grali w osłabieniu. Giorgi Popchadze przy linii bocznej boiska sfaulował Marka Sokołowskiego. Prowadzący piątkowe spotkanie sędzia Bartosz Frankowski uznał, że faul Gruzina zasługiwał na czerwoną kartkę.

Od tego momentu obraz gry się oczywiście zmienił. Teraz to Jagiellonia skupiła się przede wszystkim na zabezpieczeniu dostępu do własnej bramki, a zawodnicy Podbeskidzia dłużej utrzymywali się przy piłce i częściej gościli w okolicach pola karnego białostoczan. Z ich akcji za wiele jednak nie wynikało. Co prawda uderzać na bramkę strzeżoną przez Jakuba Słowika próbowali Adam Deja, Charles Nwaogu, czy Fabian Pawela, ale przez długi czas goli to nie przynosiło. W sumie bliżej zdobycia bramki byli nawet białostoczanie, dobrą szansę do wpisania się na listę strzelców miał Maciej Gajos i Dani Quintana.

Ostatecznie jednak cieszyć mogli się goście. Już w doliczonym czasie gry Marek Sokołowski wyrzucił piłkę z rzutu z autu. Futbolówka trafiła do Dariusza Kołodzieja. Ten uderzył na bramkę Jagiellonii. Piłka odbiła się od Filipa Modelskiego i zatrzepotała w siatce. Chwilę później sędzia Bartosz Frankowski zagwizdał po raz ostatni.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl

Więcej o: