Sport.pl

Po awansie Jagiellonii w Pucharze Polski. "Najważniejsze, że wróciliśmy w odpowiednim momencie"

Dwa ostatniej pojedynki ligowe w wykonaniu Jagiellonii były słabe. We wtorek w meczu Pucharu Polski białostoczanie zaprezentowali się już zdecydowanie lepiej
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Piłkarze Jagiellonii zremisowali we wtorek 1:1 w Gdańsku z Lechią, a tym samym awansowali do półfinału Pucharu Polski, gdyż w pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowym rozgrywanym na własnym stadionie wygrali 2:1. Przejście do kolejnej rundy zmagań pucharowych cieszy, a budujące jest też to, jak w tym meczu zaprezentowali się białostoczanie.

W dwóch ostatnich starciach w lidze zawodnicy Jagiellonii wypadli blado. Najpierw postanowili wyciągnąć rękę do Cracovii (zagrali zachowawczo, pozwolili rywalom na spokojne konstruowanie akcji) i przegrali 0:1. W kolejnym pojedynku przez długi czas w zasadzie tylko przyglądali się, co robią piłkarze Korony Kielce i ostatecznie zremisowali 1:1 po golu zdobytym w doliczonym czasie gry.

We wtorek było inaczej. W poczynaniach białostoczan nie było niezrozumiałej wcześniej bojaźni. Od początku konfrontacji z Lechią podopieczni Piotra Stokowca wysoko atakowali rywali, wymuszając tym samym na przeciwnikach zagrywanie piłek przez obrońców bezpośrednio do napastników. Po stracie futbolówki białostoczanie starali się ją jak najszybciej odzyskać, nawet kosztem faulu czy kartek (Giorgi Popchadze został ukarany drugą żółtą kartką w obecnej edycji Pucharu Polski i nie będzie mógł zagrać w pierwszym meczu półfinałowym tych rozgrywek), aby tylko nie dać możliwości przejść płynnie zawodnikom Lechii do ataku.

- Czasami są takie spotkania, że zawodnicy sami siebie nie poznają. Czasami przechodzą kryzys, a czasami idzie to w odwrotną stronę, co widzieliśmy dzisiaj. Po meczu z Koroną mówiłem, że jest to irracjonalne, że czasem ciężko jest poznać zawodników, dziś było odwrotnie. Najważniejsze, że wróciliśmy w odpowiednim momencie. Kolejny kop przed dalszą, istotną częścią sezonu. Z Koroną dostaliśmy zimny prysznic, który jak widać dobrze na nas podziałał. Udało nam się w tych kilka dni wycisnąć bardzo dużo - mówił po remisie w Gdańsku szkoleniowiec Jagiellonii.

Dla przebiegu wtorkowej konfrontacji niezwykle istotny był też gol strzelony w 28. minucie przez Bekima Balaja, który po krótko rozegranym rzucie wolnym uderzył z ponad 30 metrów.

- Bekim nie po raz pierwszy udowodnił, że ma mocne uderzenie. Dla tej bramki warto było przyjść na mecz - stwierdza Michał Pazdan, a można wspomnieć, że Albańczyk piekielnie mocnym uderzeniem popisał się też w starciu ligowym z Wisłą w Krakowie, gdy zdobył gola na 1:1 właśnie z rzutu wolnego.

Nie jest jednak tak, że we wtorek wszystko w grze białostoczan było idealne. Zawodnicy Lechii zdobyli wszak gola, a mieli okazje na kolejne. W pierwszej połowie mogli strzelić nawet trzy bramki, swych szans jednak nie wykorzystali. Przy dwóch sytuacjach rywali nie najlepiej spisał się Jakub Tosik. Najpierw bez problemów ograł go Zaur Sadajew, a następnie prawy obrońca nie zdołał przeciąć podania Rosjanina do Piotra Grzelczaka, chociaż w tym przypadku interwencję utrudnił mu fatalny stan murawy na stadionie w Gdańsku.

- Rękawy mamy cały czas zakasane. Nigdy nie wątpiłem w drużynę. Są takie fazy, że raz jest lepiej, raz jest gorzej. Najważniejszy jest awans, z którego się cieszę. Solidnie o to powalczyliśmy - mówi Piotr Stokowiec.

Jagiellonia o awans do finału Pucharu Polski powalczy z Zawiszą Bydgoszcz bądź Górnikiem Zabrze (drugi mecz ćwierćfinałowy tych drużyn w środę wieczorem, w pierwszym 2:1 wygrał Zawisza).

Teraz przed drużyną z Białegostoku niezwykle istotne spotkania w lidze. Do zakończenia rundy zasadniczej zostały jeszcze trzy kolejki. Białostoczanie zmierzą się kolejno z Górnikiem Zabrze (wyjazd), Lechem Poznań (wyjazd) oraz Piastem Gliwice (dom). Obecnie Jagiellonia z dorobkiem 37 punktów jest na ósmym miejscu w tabeli, czyli ostatnim dającym po rundzie zasadniczej miejsce w grupie mistrzowskiej. Jej przewaga nad dziewiątą Cracovią wynosi jednak tylko dwa "oczka".

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl

Więcej o: