Jagiellonia zremisowała z Piastem i zagra o utrzymanie w ekstraklasie

Trzy warianty musiały zostać spełnione, żeby Jagiellonia w dalszej części sezonu rywalizowała w grupie mistrzowskiej. Jeden nie został zrealizowany, ten, na który wpływ mieli sami białostoczanie. Podopieczni Michała Probierza zremisowali w sobotę 1:1 na własnym stadionie z Piastem Gliwice
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Jagiellonia przed ostatnią kolejką rundy zasadniczej miała teoretyczną szansę na załapanie się do grupy mistrzowskiej. Aby wskoczyć z dziesiątego na ósme miejsce w tabeli ekstraklasy, potrzebowała jednak trzech rzeczy. Po pierwsze białostoczanie musieli wygrać na własnym stadionie z Piastem Gliwice. Po drugie Lechia Gdańsk musiała przegrać we Wrocławiu ze Śląskiem. A po trzecie Cracovia mogła co najwyżej zdobyć punkt w starciu w Kielcach z Koroną.

Od zespołu z Białegostoku zależał więc tylko pierwszy warunek, a aby go zrealizować, trzeba było zdecydowanie poprawić swą grę. Jagiellonia nie wygrała wszak sześciu kolejnych spotkań (cztery w lidze i dwa w Pucharze Polski). Ostatnie z nich (porażka 0:2 w półfinale Pucharu Polski z Zawiszą Bydgoszcz) rozegrała już pod wodzą nowego trenera Michała Probierza, który jednak w dwa dni nie odmienił drużyny. Nowy szkoleniowiec po tym pojedynku postanowił wstrząsnąć zespołem. Do III-ligowej drużyny rezerw przesunięci zostali m.in. Joel Perovuo i Sebastian Rajalakso, a przecież Fin i Szwed, którzy zimą dołączyli do zespołu, mieli być podobno jego wzmocnieniem.

W meczu z Piastem Michał Probierz dokonał pięciu zmian w podstawowym składzie drużyny w porównaniu z konfrontacją z Zawiszą. Mógł już zagrać m.in. Giorgi Popchadze, który w spotkaniu pucharowym pauzował z powodu kartek. Ponadto od pierwszej minuty na boisko wybiegli zmagający się przez dłuższy czas z kontuzjami Rafał Grzyb i Mateusz Piątkowski. Co przyniosły te zmiany? Niewiele. Białostoczanie nadal prezentowali się słabo. Starali się co prawda konstruować akcje w ofensywie, ale wielkiego zagrożenia pod bramką strzeżoną przez Dariusza Treli nie było. W pierwszej części spotkania zawodnicy Jagiellonii oddali jeden celny strzał na bramkę rywali. Chociaż ciężko uderzenie Dawida Plizgi nazwać strzałem, było to w zasadzie podanie do bramkarza.

Piłkarze z Gliwic nie prezentowali się lepiej, ale to oni schodzili na przerwę prowadząc. W końcówce pierwszej połowy po zamieszaniu po rzucie wolnym piłka trafiła pod nogi Mateusza Matrasa, a ten pięknym strzałem pokonał Krzysztofa Barana.

W drugiej części spotkania białostoczanie nadal dłużej utrzymywali się przy piłce, ale w pierwszych minutach po zmianie stron ponownie wielkiego zagrożenia pod bramką rywali z tego nie było. Co prawda było sporo dośrodkowań w pole karne, ale futbolówka zazwyczaj nie trafiła do adresata. Jagiellonia przegrywała więc z Piastem, a wyniki na innych stadionach układały się po myśli białostoczan. Śląsk prowadził 1:0 z Lechią, Korona 1:0 z Cracovią.

W końcu w 84. minucie gospodarze zdobyli wyrównującą bramkę. Nika Dzalamidze zagrał piłkę na skrzydło do Popchadze. Gruzin dośrodkował w pole karne, a chyba najniższy na boisku Dani Quintnana strzałem głową zdobył gola. Jagiellonia przycisnęła w końcowych minutach, ale wyniku już nie udało jej się zmienić, chociaż wyborną okazję miał Bekim Balaj. Po strzale Albańczyka głową piłka trafiła w słupek, a stał on dosłownie metr od bramki.

Jagiellonię czeka więc gra w grupie spadkowej, ale to dopiero za dwa tygodnie. Szybciej, bo już we wtorek, białostoczan czeka rewanżowy mecz w Pucharze Polski z Zawiszą.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl