Jagiellonia poza pierwszą ósemką. Rafał Grzyb: Nie można powiedzieć, że mieliśmy pecha

Rafał Grzyb wrócił w sobotę do gry po kontuzji. Powrót kapitana nie odmienił momentalnie gry Jagiellonii. Białostoczanie zremisowali 1:1 na własnym stadionie z Piastem Gliwice i w dalszej części rozgrywek powalczą o pozostanie w lidze
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

- Nie można powiedzieć, że mieliśmy pecha, czy coś w tym rodzaju. Pierwsza ósemka była blisko, ale ma wrażenie, że powinniśmy się do niej zakwalifikować dużo wcześniej - mówi Rafał Grzyb.

Białostoczanie w sobotnim spotkaniu gola stracili tuż przed przerwą. Do wyrównania doprowadzili dopiero w 84. minucie po strzale Daniego Quintany.

- Nie stwarzaliśmy stuprocentowych sytuacji, były to raczej dośrodkowania bądź próby wrzutek, które jednak obrońcy Piasta wybijali. Można powiedzieć, że do momentu strzelenia gola przez Daniego próbowaliśmy, ale nic z tego nie wynikało - stwierdza kapitan Jagiellonii, która w wiosennej części sezonu grała słabiej niż w jesiennych meczach. Dlaczego?

- Jakbyśmy znali na to receptę, to byśmy dawno to wyeliminowali. Nie wiem, nie mam zielonego pojęcia. Potrzeba jest troszeczkę wiary i zbudowania drużyny od podstaw, bo na chwilę obecną jesteśmy rozbici. Może ta zmiana trenera da jakiś impuls, który pozwoli, aby to wszystko zbudować od nowa - zastanawia się Rafał Grzyb.

Najbliższy pojedynek białostoczanie rozegrają we wtorek. Zmierzą się wówczas w półfinale Pucharu Polski z Zawiszą Bydgoszcz. Na własnym stadionie Jagiellonia przegrała 0:2.

- Skoro Zawisza mógł wygrać 2:0, to my możemy zrobić ten sam wynik u nich - uważa pomocnik zespołu z Białegostoku. - Po analizie tego pierwszego spotkania można powiedzieć, że stworzyliśmy wtedy sporo sytuacji, gdzie przy lepszym dograniu można było osiągnąć korzystniejszy wynik.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl