Do trzech razy sztuka. Michał Pazdan może zagrać w barwach Jagiellonii w Zabrzu

- Apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale też trzeba spokojnie patrzeć na to co jest - mówi Michał Pazdan o dobrym początku rozgrywek w wykonaniu Jagiellonii
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Białostoczanie w ostatniej kolejce pokonali 2:1 Cracovię. Gola dającego wygraną w końcówce pojedynku zdobył Michał Pazdan. Dla 26-letniego piłkarza był to pierwszy występ po przerwie spowodowanej problemami zdrowotnymi, a strzeloną bramką wypełnił już w zasadzie limit zdobytych goli w sezonie. We wcześniejszych rozgrywkach zaliczał bowiem co najwyżej jedno trafienie w sezonie.

- Na to wygląda - uśmiecha się Michał Pazdan. - Ale teraz przypominam sobie sytuacje, że jeszcze w Górniku, czy już w Jagiellonii miałem z pięć-sześć podobnych okazji do zdobycia goli, ale strzelałem albo w słupek, albo w poprzeczkę. Były to bardzo podobne sytuacje, piłka dograna z boku, a ja na nią nabiegałem, ale nie chciała zazwyczaj wpaść. Fajnie, że w końcu weszła i wygraliśmy.

Po meczu z Cracovią białostoczanie mają w swym dorobku siedem punktów wywalczonych w trzech spotkaniach.

- Z Lechią Gdańsk remis 2:2 był chyba sprawiedliwym rezultatem. Z Zawiszą Bydgoszcz wygraliśmy 3:1 i mieliśmy więcej sytuacji od rywali. W pierwszej połowie meczu z Cracovią to ona miała przewagę, ale później my mieliśmy więcej okazji do strzelenia goli. Myślę więc, że z przebiegu tego, co się działo na boisku, te nasze wyniki są optymalne. Nie jest tak, że jakoś fartem wygrywamy - mówi Michał Pazdan, który w Jagiellonii gra już trzeci sezon, ale po raz pierwszy będzie miał okazję w jej barwach zagrać w Zabrzu przeciwko Górnikowi, czyli klubowi, w którym spędził pięć sezonów.

- W końcu, bo wcześniej dwukrotnie nie mogłem zagrać w spotkaniach w Zabrzu z powodu kartek - przypomina piłkarz, który w barwach Górnika debiutował w ekstraklasie. - Nie jestem jednak jeszcze gotowy na grę przez pełne 90 minut, ale z dnia na dzień czuję, że jest lepiej. Jeżeli chodzi o Górnika, to kadra tam się zmieniła. Jest już mało zawodników, z którymi ja grałem. Jest Adaś Danch, Mariusz Magiera, Mariusz Przybylski, Mati Zachara, ponadto Robert Jeż, z którym grałem, a który potem odszedł do Polonii Warszawa. Nie chciałbym kogoś pominąć, ale jest tam na pewno jeszcze kilku zawodników, których znam i na pewno będzie to fajne przeżycie zagrać w klubie, gdzie się wszystko zaczynało, w którym spędziłem pięć lat i któremu bardzo dużo zawdzięczam.

Ostatnio jeżeli chodzi o Górnika, to więcej mówi się jednak o problemach finansowych tego klubu niż o wyniku sportowym.

- Teraz zostało to nagłośnione, problemy finansowe były tam prawie zawsze. Jeden sezon tylko było dobrze za trenera Kasperczaka, wtedy nie było zaległości, a przez cały czas, gdy ja tam byłem, zawsze były problemy - wyjaśnia zawodnik Jagiellonii. - Podejrzewam, że teraz jest tak samo, tylko zostało to mocniej nagłośnione. Chłopaki wiedzą, co jest grane, i nie przejmują się niczym, tylko grają i po prostu muszą poczekać na to, co im się należy. Czasami tak jest, że nie wszystkie kluby są wypłacalne. Szkoda, bo Górnik jest taką firmą, że tam powinno być dobrze i miejmy nadzieję, że niedługo tak będzie.

Zawodnicy Górnika właśnie nie zwracają chyba zbytniej uwagi na problemy finansowe, bo nowy sezon rozpoczęli bardzo dobrze. Wygrali 2:0 z Cracovią i zremisowali po 1:1 z Lechem Poznań oraz z Legią Warszawa, czyli z wicemistrzem i mistrzem Polski.

- Patrząc na grę Górnika, na pewno widać, że chłopaki zapieprzają na boisku, że grają serduchem. Zdobywają punkty, tak że chwała im za to, ja też bym chciał, żeby Górnik był wysoko w tabeli, bo fajny czas tam spędziłem - podkreśla Michał Pazdan. Pytany o to, czy z tego względu, że Jagiellonia jest obecnie wiceliderem, jest jakaś większa presja odpowiada: - Myślę, że nie. Każdy zespół chce dobrze wystartować, bo później łatwiej i szybciej wchodzi się w sezon. Zawsze spokojniej się później gra i nie myśli się o tym, co jest z tyłu. Chcemy utrzymać dobrą dyspozycję z tych trzech pierwszych spotkań i widzę, że tak będzie. Nikt nie spoczął na laurach. Do Zabrza jedziemy po zwycięstwo. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale też trzeba spokojnie patrzeć na to, co jest. Także na pewno po tym fajnym początku będziemy chcieli to utrzymać. Dobrze to wygląda i nie ma przesłanek, żeby było gorzej.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl