Sport.pl

Skandaliczna decyzja sędziego i piękny gol. Pierwsza porażka Jagiellonii

Piłkarze Jagiellonii przegrali pierwsze spotkanie w obecnym sezonie. Białostoczanie ponieśli porażkę 0:3 w Zabrzu z Górnikiem. W meczu tym nie popisał się sędzia Mariusz Złotek
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Do piątkowego pojedynku w Zabrzu obie drużyny przystępowały jako niepokonane w obecnym sezonie ekstraklasy. Jagiellonia w trzech pierwszych spotkaniach zdobyła siedem punktów (2:2 z Lechią Gdańsk, 3:1 z Zawiszą Bydgoszcz, 2:1 z Cracovią), a Górnik pięć (2:0 z Cracovią, 1:1 z Lechem Poznań, 1:1 z Legią Warszawa). W ekipie z Zabrza nie zaszła w piątek żadna zmiana w wyjściowej jedenastce w porównaniu z ostatnią konfrontacją. W Jagiellonii było kilka roszad. Do bramki wrócił Krzysztof Baran, który ostatnio nie grał z powodu wybitego palca. Na środku obrony zabrakło Sebastiana Madery (ostatni trening przed wyjazdem zakończył przedwcześnie z powodu urazu), zastąpił go Martin Baran. W ataku zagrał tym razem tylko Patryk Tuszyński, a na ławkę rezerwowych powędrował Mateusz Piątkowski (zamiast niego na murawę wybiegł defensywny pomocnik Povilas Leimonas).

- Musimy od pierwszej minuty być skoncentrowani - stwierdził m.in. przed rozpoczęciem pojedynku trener Michał Probierz w rozmowie z reporterem NC+.

Rzeczywiście od pierwszych minut piłkarze Jagiellonii byli skoncentrowani, ale przede wszystkim na defensywie. W pierwszych fragmentach meczu białostoczanie mieli spore problemy nawet z wyjściem z piłką z własnej połowy. Zazwyczaj decydowali się więc na dalekie podania do przodu, ale piłki zagrane w ten sposób padały łupem zawodników Górnika.

Gospodarze pojedynku posiadali więc przewagę (przewagę w posiadaniu piłki po pierwszej połowie mieli 63 do 37 procent), ale za wiele z tego nie wynikało. Piłki zagrane w pole karne zazwyczaj dość pewnie wybijali obrońcy Jagiellonii, a gdy nawet tego nie zrobili, to zawodnicy Górnika i tak nie dochodzili do dośrodkowań. Działo się tak aż do 28. minuty. Wówczas główną rolę postanowił odegrać sędzia Mariusz Złotek. Marek Wasiluk zablokował strzał Łukasza Madeja, arbiter stwierdził, że obrońca Jagiellonii zrobił to ręką, i podyktował rzut karny. O żadnej ręce nie było jednak mowy, co więcej, Marek Wasiluk chował rękę, aby piłka się od niej nie odbiła.

- Trzymałem ręce jak najbliżej ciała. Sędziowie podejmują decyzje chyba według nowego regulaminu. Była to kontrowersyjna decyzja - stwierdził, schodząc na przerwę, obrońca Jagiellonii w rozmowie z reporterem NC+. Nie była to jednak żadna kontrowersja, lecz po prostu skandaliczna decyzja sędziego Mariusza Złotka. Co więcej, to dopiero czwarty mecz w obecnym sezonie, a Jagiellonia została skrzywdzona przez sędziego po raz drugi. W spotkaniu z Lechią Gdańsk Piotr Wiśniewski zdobył gola z ponaddwumetrowego spalonego.

Karnego w piątkowym meczu wykorzystał Robert Jeż, chociaż Krzysztof Baran był bliski obrony jego uderzenia. Zaraz po zdobyciu gola Górnik mógł podwyższyć prowadzenie, ale po podaniu Rafała Kosznika i strzale Mateusza Zachary piłka trafiła w poprzeczkę.

Na drugą połowę białostoczanie wyszli z nastawieniem, żeby jak najszybciej odrobić straty. Kilka chwil po wznowieniu gry piłka zatrzepotała nawet w bramce Górnika, ale Dani Quintana był na pozycji spalonej. Potem jeszcze po uderzeniu Patryka Tuszyńskiego piłka trafiła w poprzeczkę. Ta sytuacja miała już jednak miejsce przy prowadzeniu gospodarzy 2:0. W 60. minucie Robert Jeż popisał się bowiem pięknym uderzeniem z rzutu wolnego.

Zaraz po stracie drugiej bramki trener Michał Probierz zdecydował się na dwie zmiany. Na boisko weszli Mateusz Piątkowski i Michał Pazdan (zagrał po raz pierwszy w Zabrzu przeciwko Górnikowi, w którego barwach debiutował w ekstraklasie). Goli dla Jagiellonii po tych roszadach jednak nie było (chociaż Piątkowski trafił w poprzeczkę). Za to w 86. minucie pojedynku wynik spotkania na 3:0 ustalił Mateusz Zachara (kolejny błąd popełnił sędzia, gdyż napastnik Górnika był na pozycji spalonej) i pierwsza porażka Jagiellonii w tym sezonie stała się faktem.

- Górnik nas stłamsił pod względem fizycznym. Przy 2:0 mieliśmy jednak dwie sytuacje do zdobycia goli, ale nic nie strzeliliśmy. Nie tak to miało wyglądać - stwierdził po meczu Michał Pazdan.

Następne spotkanie białostoczanie rozegrają za tydzień. Zmierzą się wówczas na własnym stadionie z Legią Warszawa.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl

Więcej o: