Trzy punkty Jagiellonii. Porażka Lecha w debiucie Skorży [ZDJĘCIA]

Piłkarze Jagiellonii wygrali w sobotę 1:0 na własnym stadionie z Lechem Poznań. Białostoczanie gola zdobyli już w piątej minucie konfrontacji
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Sobotni mecz był pierwszym, który Lech rozegrał pod wodzą nowego trenera Macieja Skorży. Szkoleniowiec, mimo że objął drużynę w czasie przerwy na spotkania reprezentacji, nie miał zbyt komfortowej sytuacji w trakcie przygotowań do starcia w Białymstoku. Z powodu wyjazdów na mecze reprezentacji i kontuzje Maciej Skorża nie miał do dyspozycji wszystkich podopiecznych. Zresztą ze względu na urazy w konfrontacji z Jagiellonią zagrać nie mogli m.in. Kasper Hamalainen czy Karol Linetty. Natomiast z powodu nadmiaru kartek pauzować musiał Tomasz Kędziora. Z kolei debiut w barwach drużyny z Poznania zaliczył Zaur Sadajew, który w tym sezonie grał już na stadionie w Białymstoku (w pierwszej kolejce Jagiellonia zremisowała 2:2 z Lechią Gdańsk).

W wyjściowym składzie Jagiellonii w porównaniu do ostatniej konfrontacji (wygrana 3:0 z Koroną Kielce po trzech wcześniejszych porażkach) nie doszło do żadnej zmiany.

- Dużo czasu poświęciliśmy na organizację gry, na utrzymanie się przy piłce. Weryfikacją jest jednak mecz ligowy - mówił przed sobotnim spotkaniem Michał Probierz, a jak pokazał pojedynek z Lechem, praca w czasie przerwy na spotkania reprezentacji została należycie wykonana. Białostoczanie od początku konfrontacji prezentowali się bardzo dobrze i szybko przeprowadzili akcję, która przyniosła im gola.

W trakcie jednego z treningów przed meczem z Lechem trener Michał Probierz zwracał m.in. uwagę na szybkie kończenie akcji po odbiorze piłki. Na zajęciach zawodnicy mieli na to sześć sekund. W sobotę ćwiczenia przełożyli na spotkania w lidze. Rafał Grzyb zagrał piłkę na skrzydło do Marka Wasiluka. Lewy obrońca wymienił futbolówkę z Patrykiem Tuszyńskim i zagrał ją w pole karne, tam wyśmienicie odnalazł się Mateusz Piątkowski. Lider strzelców ekstraklasy strzelił swego szóstego gola w obecnym sezonie.

Piłkarze Jagiellonii po zdobyciu bramki nie cofnęli się do obrony, ale dalej realizowali swoje założenia. Nadal byli bardzo dobrze zorganizowani, a Lech nie mógł na to znaleźć recepty. W pierwszej połowie meczu piłkarze z Poznania trzykrotnie strzelali na bramkę strzeżoną przez Bartłomieja Drągowskiego. Jakie to były uderzenia, niech świadczy to, że 17-letni golkiper nie musiał interweniować ani razu.

Po pierwszej połowie gospodarze prowadzili 1:0, a mogli, a nawet powinni, więcej. Po pierwsze, w 23. minucie Maciej Gajos popisał się superpodaniem do Daniego Quintany. Hiszpan wychodził sam na sam z Krzysztofem Kotorowskim. Asystent sędziego głównego podniósł jednak chorągiewkę do góry, sygnalizując pozycję spaloną - to był błąd, bo spalonego nie było.

Z kolei w 40. minucie na listę strzelców mógł się wpisać Patryk Tuszyński. Jego strzał głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego świetnie obronił jednak Krzysztof Kotorowski.

W przerwie trener Maciej Skorża postanowił dokonać pierwszej zmiany w składzie swej drużyny. Na murawę nie wyszedł już Zaur Sadajew, który w czasie pierwszej części spotkania miał nawet spore problemy z dokładnym przyjęciem piłki, a zastąpił go Vojo Ubiparip. Tuż po zmianie stron Serb popisał się dobrym podaniem do Szymona Pawłowskiego, pojedynek z piłkarzem Lecha wygrał jednak Bartłomiej Drągowski.

W 60. minucie musiał natomiast wysilić się Krzysztof Kotorowski. Bramkarz Lecha, który w piątek świętował 38 urodziny, przy rzucie wolnym Jagiellonii wyszedł dość daleko z bramki. Zaskoczyć go więc chciał Maciej Gajos. Bramkarz drużyny z Poznania zdołał jednak przenieść piłkę nad poprzeczką.

Niespełna dziesięć minut później piłka zatrzepotała już w bramce gospodarzy. Po strzale Muhameda Keity, który wszedł na boisko z ławki rezerwowych, piłka odbiła się od słupka, a w bramce umieścił ją Vojo Ubiparip. Serb był jednak na spalonym i gol nie został uznany.

Ostatecznie białostoczanie zanotowali drugą wygraną z rzędu, drugą, w której nie stracili też gola. Z kolei Lech bez zwycięstwa w lidze pozostaje już od miesiąca.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl