Sport.pl

GKS Bełchatów przerwał świetną serię Jagiellonii

Na siedmiu spotkaniach zakończyła się passa Jagiellonii bez porażki w ekstraklasie. W poniedziałek białostoczanie przegrali 0:1 na własnym stadionie z GKS-em Bełchatów
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

W czwartek przerwana została passa Jagiellonii bez porażki. Była to jednak przegrana w Pucharze Polski (2:4 po dogrywce z Lechem Poznań), więc seria w ekstraklasie nadal trwała. Przed poniedziałkowym meczem wynosiła siedem spotkań (sześć wygranych i remis).

- Liczymy na jej podtrzymanie - mówił przed spotkaniem Michał Pazdan, który jednak nie mógł pomóc drużynie w starciu z GKS-em. Zawodnika występującego ostatnio na środku obrony wyeliminowała z gry kontuzja (co najmniej trzy tygodnie przerwy). Z kolei z powodu kartek pauzować musiał Martin Baran (ostatnio prawy obrońca). Dodać też należy, że w starciu z GKS-em zagrać nie mogli z powodów urazów również dwaj skrajni obrońcy Filip Modelski i Radosław Jasiński. To wszystko spowodowało, że linia obrony w poniedziałkowej konfrontacji musiała ulec zmianie. W wyjściowym składzie na boisko wybiegli m.in. Adam Waszkiewicz (dopiero drugi występ w ekstraklasie w obecnym sezonie) i Tomasz Porębski, który poprzedni występ w barwach Jagiellonii w ekstraklasie zaliczył ponad rok temu (później był wypożyczony do Wigier Suwałki, a ostatnio grał w III-ligowych rezerwach białostockiego klubu).

W składzie GKS-u mecz rozpoczął na ławce rezerwowych, znalazł się natomiast Alexis Norambuena, który w barwach Jagiellonii rozegrał 146 spotkań w ekstraklasie i pod tym względem jest rekordzistą białostockiego klubu. Przed poniedziałkowym spotkaniem obrońca otrzymał od władz Jagiellonii specjalną koszulkę.

Wyjątkowe koszulki otrzymali też Rafał Grzyb, który w poprzednim meczu białostoczan na własnym stadionie zaliczył występ numer 200 w ekstraklasie, oraz Dani Quintana, który już w trakcie obecnych rozgrywek został sprzedany z Jagiellonii do klubu Al Ahli Jeddah z Arabii Saudyjskiej, a w poniedziałek był na stadionie w Białymstoku.

Z wydarzeń okołomeczowych należy jeszcze wspomnieć fakt, że kibice wsparli trenera Michała Probierza, któremu w sobotę zmarł tata: "TRENERZE JESTEŚMY Z TOBĄ" - taki transparent pojawił się na trybunach. Szkoleniowiec mimo trudnej sytuacji osobistej poprowadził w poniedziałek zespół.

Początek spotkania, które na żywo obserwowało 12307 widzów, nie był zbyt porywający. Oba zespoły tak jakby wyczekiwały na to, co zrobią rywale. W dziesiątej minucie na rajd zdecydował się Łukasz Wroński, ale zapędy gracza GKS-u dobrze powstrzymał Sebastian Madera. Obrońca Jagiellonii kilka minut później mógł też zabłysnąć pod drugą bramką. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego przez Macieja Gajosa znalazł się w znakomitej sytuacji do zdobycia gola, ale nie trafił w piłkę. Kilka chwil później na listę strzelców mógł się z kolei wpisać Mateusz Piątkowski, ale piłka po jego uderzeniu głową przeleciała obok słupka.

W końcu jednak gol padł, a zdobyli go goście po naprawdę ładnej akcji. Kamil Poźniak odegrał piłkę do Michała Maka. Ten zagrał ją za plecy obrońców do Wrońskiego, który z kolei odegrał futbolówkę do Bartosza Ślusarskiego.

- Nie pozostało mi nic innego, niż wykończyć akcję - stwierdził w przerwie napastnik GKS-u podczas transmisji spotkania w NC+.

- Akcja zespołu z Bełchatowa była bardzo dobra, chociaż my też mogliśmy się lepiej zachować - stwierdził z kolei samokrytycznie Porębski.

Piłkarze Jagiellonii schodzili na przerwę, przegrywając, chociaż wynik spotkania mógł być inny. Wystarczy wspomnieć chociażby to, że Marek Wasiluk minimalnie pomylił się z rzutu wolnego, a Mateusz Piątkowski miał co najmniej dwie niezłe okazje do zdobycia gola. Lider strzelców ekstraklasy (11 goli) uderzał jednak zbyt lekko i nie zaskoczył Arkadiusza Malarza.

Pierwszym ważnym faktem z drugiej połowy była sytuacja z 48. minuty. Wówczas to Maciej Gajos został ukarany żółtą kartką, a że to jego czwarte upomnienie w obecnym sezonie, to w następnym meczu białostoczan (w niedzielę na wyjeździe z Ruchem Chorzów) nie zagra. Zaraz później trener Michał Probierz zdecydował się na pierwszą zmianę w swym zespole. Za Tarasa Romanczuka (defensywnego pomocnika) na placu gry pojawił się Jan Paweł Pawłowski (napastnik/skrzydłowy). To oczywiście oznaczało, że Jagiellonia jeszcze odważniej powinna ruszyć do ataku. Tak rzeczywiście było. Momentami GKS był zamknięty na własnej połowie i liczył już w zasadzie tylko na kontry (kilka dość groźnych wyprowadzili). Jagiellonia różnymi środkami próbowała zdobyć choćby wyrównującą bramkę. Niezłą sytuację do wpisania się na listę strzelców miał chociażby Patryk Tuszyński, ale świetnie interweniował bramkarz GKS-u. Arkadiusza Malarza próbował też pokonać Marek Wasiluk, ale również jemu ta sztuka się nie udała. Kolejne minuty więc upływały, a wynik nie ulegał zmianie. W 78. minucie trener Michał Probierz zdecydował się więc na kolejną roszadę. W miejsce Tomasza Porębskiego na placu gry pojawił się Przemysław Mystkowski, a więc Jagiellonia przeszła na grę w ustawieniu z trójką obrońców. Ta roszada, tak jak kolejna (Przemysław Frankowski zastąpił Nike Dzalamidze) też jednak nie przyniosła efektów w postaci goli, a tym samym białostoczanie zaliczyli pierwszą porażkę w ekstraklasie od 23 sierpnia (1:3 ze Śląskiem Wrocław).

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl

Więcej o:
Komentarze (4)
GKS Bełchatów przerwał świetną serię Jagiellonii
Zaloguj się
  • aghata137

    Oceniono 29 razy 5

    Rozumiem, że ze strony głównej gazety.pl mecz Jagielonia - GKS został podlinkowany do bialystok.sport.pl. Ale ta żenująca recenzja meczu to już przesada. Z tej recenzji wynika , że Jagielonia była zespołem lepszym lub równym GKS-owi bo opisane są w większości tylko sytuacje Jagieloni. Fakty są natomiast takie, że GKS był w tym meczu o niebo lepszy, przeprowadzał często akcje jakościowo niespotykane na meczach ekstraklasy. Mateusz Mak bawił się obrońcami gospodarzy gdzie chciał, jak chciał i kiedy chciał. Prokić szalał przez ostatnie 20 minut . Jagielonia siedziała na połowie GKSu może 7-10 minut drugiej połowy. Na małej przestrzeni GKSiacy grali sobie w dziada z piłkarzami Jagieloni. Gospodarze oddali tylko jeden groźny strzał. Pewnie na konkurencyjnych portalach będą skróty z tego meczu i tam to będzie pokazane co wyżej opisałam . Nierzetelnym redaktorzynom mówię jasne i stanowcze : nie.

  • ttoorroo05

    Oceniono 9 razy 1

    To najnizszy wymiar kary,powinno byc lekko 4:0 dla GKS-u.

  • kiczkis

    Oceniono 10 razy 0

    GKS Bełchatów przerwał świetną serię Jagiellonii
    =======================================
    - "Przerwał"?? GKS?? - Eeee tam...

    W 70 minucie meczu wyłączyłem oglądanie. Zaczęły mnie zęby bolec od grania w poprzek i do tylu.. Ale jeszcze gorsze były łatwe straty i NIECELNE (- lub tylko "w kierunku") podania.. W taki sposób, to można wygrać, ale "Gorzkie żale" na fujarce.

    No i wygrali! - Oczywiście na fujarce - i "Gorzkie żale"..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX