Piłkarze Jagiellonii po porażce z Lechem. Jeden miał na głowie piłkę meczową, drugi sprokurował karnego

Piłkarze Jagiellonii przegrali w piątek w Poznaniu 0:2 z Lechem. Do 86. minuty spotkania był jeszcze bezbramkowy remis
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Białostoczanie przez większą część spotkania byli bardzo dobrze zorganizowani w defensywie. W ofensywie, przede wszystkim po przerwie, też mieli kilka niezłych akcji. Najlepszą sytuację do zdobycia gola miał w 62. minucie Maciej Gajos. Pomocnik Jagiellonii nie wykorzystał jednak dośrodkowania Patryka Tuszyńskiego. Strzał głową Gajosa obronił bramkarz Lecha.

- Szkoda straconych punktów, bo zagraliśmy dobre spotkanie. Nasza gra była dobra szczególnie po przerwie, gdzie wyprowadzaliśmy kontry i moja sytuacja mogła przesądzić o losach meczu. Miałem piłkę na głowie, ale nie wykorzystałem tego. Gdybym strzelił na 1:0, byśmy wygrali - mówił po meczu Maciej Gajos cytowany przez oficjalny serwis internetowy białostockiego klubu.

Jagiellonia nie wykorzystała swej szansy, a to zemściło się w końcówce spotkania. Najpierw na listę strzelców wpisał się Barry Douglas, a następnie rzut karny po faulu Łukasza Tymińskiego wykorzystał Tomasz Kędziora.

- Od początku skupialiśmy się na defensywie, by nie stracić zbyt szybko bramki, tak jak miało to miejsce w Pucharze Polski [białostoczanie jesienią szybko stracili dwa gole, a ostatecznie przegrali 2:4 po dogrywce - red]. Wiedzieliśmy, że czym dłużej będzie się utrzymywał korzystny dla nas wynik, tym bardziej Lech się otworzy i będziemy mieli więcej okazji do kontr. Tak też było, wyprowadzaliśmy kontry, stworzyliśmy sytuacje, ale ich nie wykorzystaliśmy. Na tym terenie mając sytuację trzeba ją wykończyć i przechylić wygraną na swoją korzyść - stwierdza Łukasz Tymiński.

Więcej na www.jagiellonia.pl.