Sport.pl

Michał Pazdan: Kiedyś biegało się mniej inteligentnie

- Mam łatkę ostro grającego zawodnika, ale nigdy nie dostałem bezpośrednio czerwonej kartki, a drugie żółte trzy razy i to pod koniec meczu. Nigdy nie osłabiłem zespołu. Oczywiście jest też ta sytuacja z meczu kadry z Irlandią, gdzie mogłem wylecieć z boiska. Oglądałem ją z sześćdziesiąt razy - mówi pomocnik trzeciej drużyny ekstraklasy.
Jacek Staszak, Michał Zachodny: Dariusz Dudka niemal co tydzień słyszy pytania o to, czy nie przeszkadza mu zmiana pozycji - a to jest stoperem, a to bocznym obrońcą i na koniec defensywnym pomocnikiem. W twoim przypadku też była groźba, że tak będzie?

Michał Pazdan, pomocnik Jagiellonii Białystok: U mnie co trzy miesiące wraca kwestia, czy jestem bardziej obrońcą, czy defensywnym pomocnikiem i gdzie lepiej się czuję. Później po trzech miesiącach to samo, bo nastąpiła zmiana pozycji. Kolejną rundę zaczynam na stoperze, ale później to się zmienia, więc w trakcie jednego półrocza ta kwestia wraca kilkukrotnie. Wiem, o co chodzi w tym pytaniu.

Z czego wynika, że ludzie o to pytają?

- Po prostu gram podobnie na jednej i drugiej pozycji. Jeśli grałbym super na jednej, a na drugiej słabo, to by mnie nie wystawiali, więc nie byłoby tych pytań. Dla mnie nie ma za dużej różnicy. Na pewno nie chcę grać na boku obrony, bo to katastrofa w moim wykonaniu. Kiedyś grałem, ale nie chcę do tego wracać, bo nie lubię i zawsze się denerwowałem, jak musiałem tam wystąpić. Pół rundy tak grałem i wiem, że to naprawdę nie jest dla mnie.

Większość meczów w karierze grałem w obronie, czy to w Hutniku Kraków, Górniku Zabrze i teraz w Jagiellonii. Gry w środku pola dopiero się uczę od dwóch sezonów. Dobrze się gra jako defensywny pomocnik, bo można grać do przodu i czegoś się nauczyć. W futbolu nie ma tak, że nie można się już rozwinąć. Cały czas można dążyć do lepszej gry.

Jedni mówią, że Pazdan powinien grać w pomocy, bo jest twardy. Drudzy, że w obronie, bo dobrze wyprowadza piłkę. O czym mówią ci drudzy?

- Trenerzy zwracają uwagę na to, żeby po odbiorze piłki pierwsze podanie było bardzo dokładne, żeby się nie podpalać i dobrze zagrać do pomocników. Gdy jednak wszystkie opcje są zablokowane, to trzeba wziąć piłkę i przebiec te 20 metrów i w odpowiednim momencie dograć do pomocnika czy napastnika i nie stracić. Gdy wszystko jest pozamykane, to od stopera zależy powodzenie akcji.

Ogólnie dużo ekspertów mówi o tym wyprowadzeniu piłki. Od pewnego momentu na tym się skupiają. Rozumiem to, ale jednak obrońca to obrońca. Ceni się przede wszystkim tych, którzy grają twardo, a jak nie panikują, bo w tym sporcie chodzi o spokój, to wtedy mamy już do czynienia z defensorem z wyższej półki.

Słuchasz opinii ekspertów?

- Gdy ogląda się mecz, to się to słyszy. Po prostu rozmawiają na temat meczu i omawiają pewne sytuacje. Mam już swoje lata, trochę meczów już rozegrałem i analizuję pewne rzeczy bardziej przez swój pryzmat. Zastanawiam się, jak bym się zachował w danej sytuacji, co też mi pomaga, gdy analizuje swoje mecze.

Jak to robisz?

- Nagrywam spotkanie i je oglądam. Wiem wcześniej na co zwrócić uwagę, co zrobiłem złego, żeby uniknąć tego w następnym meczu. Później patrzę na cały zespół, bo warto też na to zwracać uwagę. Lubię to robić.

Jaki błąd najczęściej popełniasz?

- Może teraz coraz rzadziej mi się to zdarza, ale wcześniej zbyt często chciałem przerywać akcję. Nie da się oczywiście w każdej akcji przeciąć podania czy wyprzedzić rywala, ale można to jakoś wypośrodkować. Tej umiejętności nabiera się tylko w trakcie meczów, inaczej ciężko to złapać.

Krąży opinia, że zawodnik robi wślizg wtedy, gdy jest źle ustawiony.

- Każdy w piłce ma zdanie na różne tematy. U trenera Michała Probierza w dziadku nie możemy grać wślizgiem, a u innego to konieczność. Poza tym, co w takim razie z wślizgami do zablokowania piłki, a nie w nogi? To ciężko ustalić, co powinno się robić, a czego nie.

Kiedy się zorientowałeś, że w karierze będziesz miał głównie zadania defensywne?

- Już w trampkarzach grałem głównie jako środkowy obrońca. Czasem zagrałem w pomocy, ale zwykle byłem stoperem. Żałuję, że tak było, bo za młodu lepiej jest grać wyżej, zwłaszcza w Hutniku, w którym wygrywaliśmy mecze po 10-0 i w spotkaniu piłkę miałem pięć razy. Może z Wisłą Kraków były bardziej stykowe mecze, ale w seniorskiej piłce już była inna gra. Dopiero jako dorosły piłkarz uczyłem się gry w pomocy.

Rzadko się zdarza, by 28-letni piłkarz był jednym z najstarszych w zespole, a tak jest w Jagiellonii.

- Gdy gramy w dziadka i trener mówi, że najstarszy idzie do środka, to mówię, że to ja muszę wejść, a jeszcze niedawno to ja musiałem chodzić po piłki. Z Krzyśkiem Baranem śmiejemy się, że kilkanaście miesięcy temu musiał chodzić po piłki w Podbeskidziu Bielsko-Biała. Nie chodzi o to, że czas tak szybko leci, ale po prostu taką mamy drużynę. Młodzi powinni się cieszyć, że naprawdę nie mają źle.

Nastolatkowie mają łatwiej niż kiedyś?

- Na pewno. Już ja w Hutniku nie miałem takiego ostrego wejścia, jestem bardziej z końcówki starej epoki. Teraz częściej staramy się pomagać młodszym, a nie ich temperować. Chodzi o to, żeby nabierali cwaniactwa boiskowego i my ich tego uczymy. Nie jest tak, że ich głaszczemy, ale mają na tyle łatwo, że powinni to wykorzystać.

Marcin Budziński mówił niedawno, że gdy on wchodził jako nastolatek do zespołu, to był jednym z kilku w skali całego kraju. Teraz młodych jest coraz więcej.

- Gdy byliśmy na obozie zimą, to chłopcy z rocznika 1998 mogli zrobić całą jedenastkę. Kiedyś, żeby być w pierwszym zespole w ekstraklasie, to trzeba było być najlepszym w roczniku i to nawet nie było gwarantem wejścia, bo jak trener nie chciał, to grało się w drugiej drużynie. Teraz jest większy komfort, a czy wyciągną wnioski, będą się uczyć, to już od nich zależy. Mają jednak spore możliwości.

Są lepsi niż wy przed dekadą?

- Ciężko mi powiedzieć, bo też chciałbym w tamtych czasach trenować z seniorami i to w ekstraklasie. W ich wieku trenowałem w niższej lidze w Hutniku i same te zajęcia to była supersprawa. Zawsze był ogromny przeskok między juniorami a seniorami.

Młodzi przychodzą do ciebie po rady?

- Czasami tak, ale bardziej na treningu, w trakcie przerwy rozmawiamy o tym, jak trzeba się zachować na boisku. Nie chodzi o wielkie przemowy i nawijanie makaronu, tylko konkretnie na sytuacjach trzeba im radzić, co mają zrobić. Też tak podchodziłem do starszych, podpatrywałem. Gdy przyszedłem do Górnika, to bacznie patrzyłem na Tomka Hajtę. Robił takie rzeczy, o których nie miałem pojęcia, a sprawiały, że grało się łatwiej.

Słynie z tego, że przykłada dużą wagę do detali.

- W każdej wypowiedzi o tym wspomina, ale ma rację. Te małe rzeczy są naprawdę ważne, a gdy człowiek się skupi, to zobaczy, że to pomaga, a z czasem robi się to już automatycznie.

Dużo myślisz w trakcie meczu?

- Najgorzej to w ogóle nie myśleć, wyłączyć się. Cały czas trzeba być skupionym. Zwłaszcza gdy się nie ma przy sobie piłki, trzeba myśleć, patrzeć, co się dzieje. Nie tylko zwracać uwagę na ofensywę, ale trzeba przewidzieć, kiedy może być strata i gdzie, żeby jak najszybciej odebrać. To trzeba doskonalić.

Jest ktoś, kto podejmuje decyzje, jak macie się zachować?

- Zależy, w której strefie jest piłka. Nie ma jednej osoby decyzyjnej, musimy funkcjonować jako całość. Jeden zawodnik nic nie da, bo nie może być tak, że jeden biega, a sześciu stoi. Wtedy robi się bałagan.

Teraz musicie doskonalić myślenie, gdy nie macie piłki, bo macie najniższe posiadanie piłki w lidze.

- Kiedyś byliśmy zespołem drugim w lidze, jeśli chodzi o posiadanie. Stwarzaliśmy dużo sytuacji, ale nie przekładało się to na wyniki. Świetnie jest się utrzymywać przy piłce, strzelać bramki i wygrywać. Każdy by tak chciał, ale tak naprawdę liczą się punkty.

Przylgnęła do ciebie łatka ostro grającego zawodnika. Jest ktoś, kto w ekstraklasie gra bardziej agresywnie?

- Mam taką łatkę, to prawda. Nie mam jednak wielu żółtych kartek, poza tym nigdy w karierze nie dostałem bezpośrednio czerwonej kartki. Z boiska musiałem zejść trzy razy za dwie żółte - raz w 88. minucie, raz w 89. i raz w 90. Nigdy nie osłabiłem zespołu i nawet w sparingach to mi się nie zdarza. Trzeba grać ostro, ale gdy ktoś mówi, że przesadzam, to odpowiadam, jak jest naprawdę. Trzeba grać twardo, ale z rozwagą.

Oczywiście jest ta sytuacja z meczu kadry z Irlandią [chodzi o zaatakowanie Jonathana Waltersa wyprostowaną nogą - przyp. red.], jedna z nielicznych, kiedy mogłem dostać czerwoną kartkę. Taki był mecz, że trzeba było grać ostro, ale drugi raz bym tego nie zrobił. Później oglądałem tę sytuację z... sześćdziesiąt razy i rzeczywiście mogłem osłabić zespół i jeszcze głośniej by o mnie mówiono, że gram agresywnie.

Masz wrażenie, że teraz mecze w polskiej lidze są bardziej intensywne?

- Są takie, że dużo się dzieje, pada trochę bramek, a w innych jest ich mniej, bo mało się dzieje, a trenerzy się cieszą, że zespoły były poukładane taktycznie. Kibice by chcieli w każdym meczu wyników typu 6:5, a my defensywni piłkarze wolimy 1:0 albo 2:0.

Na pewno liga robi się agresywniejsza i szybsza. To jest duża zmiana w stosunku do tego, gdy wchodziłem do ligi siedem czy osiem lat temu. Piłkarze są lepsi motorycznie, pod tym względem zmieniło się dużo.

Teraz z boiska schodzisz bardziej zmęczony?

- Nie. Wtedy biegało się mniej inteligentnie. Na tyle, ile się mogło, to się wtedy grało. Jak już się zagra trochę meczów, to więcej się myśli na boisku.

Wszystko i tak zależy od pozycji, na której gram. Czasem po meczu na środku obrony schodzę do szatni i jestem zaskoczony, że to już koniec, bo nawet nie jestem zmęczony, a po meczu w środku pola dochodzę do siebie przez dwa dni. Pod względem biegania środek obrony a pomocy to dwa różne sporty.

Więcej o:
Komentarze (2)
Michał Pazdan: Kiedyś biegało się mniej inteligentnie
Zaloguj się
  • sokolddd

    Oceniono 17 razy 15

    jak to się mówi: Lepiej mądrze stać niż głupio biegać

  • 0twojastara

    Oceniono 14 razy 14

    Widać progres, teraz to Pazdan nawet kopniaki rozdaje z namysłem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX