Sport.pl

Jagiellonia o krok od europejskich pucharów

Słabo, słabo, a potem dwie akcje i dwa gole - tak w sobotę zagrali zawodnicy Jagiellonii. Białostoczanie wygrali 2:1 z Wisłą Kraków i są bardzo blisko wywalczenia przepustki do europejskich pucharów.
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Białostoczanie w środę przegrali 0:1 w Warszawie z Legią. Po tym spotkaniu było sporo emocji, gdyż Jagiellonia straciła gola już w doliczonym czasie gry po mocno kontrowersyjnym rzucie karnym. Trzeba też dodać, że zespół prowadzony przez trenera Michała Probierza jest jednym z najbardziej pokrzywdzonych przez arbitrów w tym sezonie.

- Skoro suma szczęścia i pecha ma się równać zero, to teraz być może w tych czterech ostatnich spotkaniach to się wszystko skumuluje - mówił przed starciem z Wisłą szkoleniowiec Jagiellonii i można chyba uznać, że w sobotę była mała kumulacja.

Starcie z drużyną z Krakowa było początkiem obchodów 95-lecia Jagiellonii. Na kilka godzin przed spotkaniem wszystkie bilety na ten pojedynek zostały wyprzedane. Akcja "Wszyscy w pasiakach" przyniosła więc zamierzony efekt. Na trybunach zasiadło 16553 (więcej nie mogło z uwagi na sektor kibiców gości i sektory buforowe) i głośno dopingowało gospodarzy, którzy spisywali się jednak słabo. W grze Jagiellonii było dużo niedokładności, strat.

- Wszyscy cierpieliśmy - od piłkarzy po trenerów i do pewnego momentu też kibiców - mówił już po meczu Michał Probierz.

- Czasami mówi się, że drużyna nie dojeżdża na mecz, a my chyba na ten mecz nie wróciliśmy jeszcze z Warszawy - stwierdził natomiast Patryk Tuszyński.

Do 87. minuty białostoczanie przegrywali 0:1 (w pierwszej połowie po świetnym dośrodkowaniu Macieja Sadloka strzałem głową Bartłomieja Drągowskiego pokonał Maciej Jankowski) i do tego momentu nic nie wskazywało na to, że mogą odwrócić losy spotkania. Wówczas jednak popis dał Nika Dzalamidze. Gruzin, który na boisku pojawił się dopiero po przerwie, ładnie na lewej stronie ograł obrońców Wisły i dośrodkował piłkę w pole karne, a tam strzałem głową do siatki skierował ją Patryk Tuszyński (to było pierwsze celne uderzenie białostoczan w tym spotkaniu). Następnie Dzalamidze popisał się jeszcze ładniejszą akcją. Ponownie bez większych problemów poradził sobie z obrońcami rywali, ale piłka po jego strzale nie wpadła do bramki, a odbiła się od poprzeczki. Futbolówkę głową zgrał następnie Łukasz Tymiński (wszedł na boisko w drugiej połowie), a strzałem przewrotką na listę strzelców wpisał się Jan Paweł Pawłowski (mecz rozpoczynał na ławce rezerwowych).

- W takim meczu musi decydować indywidualna gra kogoś i cieszę się, że to byłem ja - stwierdził po spotkaniu Nika Dzalamidze, który w obecnym sezonie zaliczył już dziesięć asyst.

Problem jednak w tym, że sędzia Tomasz Kwiatkowski, a w zasadzie jego asystent, przy drugim golu Jagiellonii popełnił błąd. Jak pokazały bowiem powtórki telewizyjne, bramka nie powinna być uznana, bo na pozycji spalonej (39 centymetrów) znajdował się Pawłowski.

- Jeżeli tak się stało, to jest mi przykro, bo wiem, jak w takiej sytuacji czuje się trener przeciwnej drużyny - skomentował w programie Liga + Michał Probierz.

Po wygranej z Wisłą Jagiellonia pozostała na trzecim miejscu w tabeli i nad piątą obecnie drużyną z Krakowa ma pięć punktów przewagi. Do końca sezonu zostały już tylko trzy kolejne, a to oznacza, że już niemal na pewno białostoczanie wywalczą przepustkę do europejskich pucharów.

- Puchary małymi kroczkami się zbliżają - przyznaje Rafał Grzyb.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl

Więcej o: