Jagiellonia ma medal i europejskie puchary

Pierwszy raz w historii Jagiellonia zmagania w ekstraklasie zakończy na podium. Ponadto białostoczanie ponownie zagrają w europejskich pucharach.
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Trwa fantastyczny sezon w wykonaniu Jagiellonii. Zespół, który zdaniem wielu miał grać o utrzymanie w lidze, jest rewelacją. Na dwie kolejki przed końcem sezonu już wiadomo, że będą to historyczne rozgrywki w wykonaniu drużyny z Białegostoku. Dotychczas najwyższym miejscem w lidze było czwarte w sezonie 2010/2011. Teraz w najgorszym wypadku będzie trzecie.

- Jesteśmy zadowoleni z podium, ale chcemy jeszcze powalczyć o pełną pulę i zobaczymy, co się będzie działo. Chcę, aby Lech i Legia czuły naszą presję do końca - zaznacza Michał Probierz, trener Jagiellonii, i dodaje: - Z mojego osobistego punktu widzenia szkoda, że mój ojciec nie dożył tego momentu, bo zawsze był dla mnie dużym wsparciem.

Z trenerem Probierzem wiążą się największe sukcesy białostockiego klubu. To przecież pod wodzą tego szkoleniowca zespół zajął wspomniane wcześniej czwarte miejsce w lidze. Ponadto Jagiellonia z Michałem Probierzem na ławce wywalczyła też przed pięcioma laty Puchar Polski. W obu wspomnianych przypadkach białostoczanie kwalifikowali się też do europejskich pucharów. Wówczas ze zmagań odpadali jednak już na pierwszych przeszkodach (Aris Saloniki i Irtysz Pawłodar). W lipcu po raz kolejny zagrają w europejskich rozgrywkach.

- Europejskie puchary w mniejszych klubach są jak pocałunek śmierci - stwierdza Michał Probierz i rzeczywiście coś w tym jest. Wystarczy wspomnieć tylko ostatnie przypadki Ruchu Chorzów i Zawiszy Bydgoszcz, które latem grały w Europie, a teraz muszą walczyć o utrzymanie w ekstraklasie.

Awans do eliminacji Ligi Europy białostoczanie przypieczętowali w niedzielę, wygrywając na własnym stadionie 3:2 z Górnikiem Zabrze. Nie było to najlepsze spotkanie w wykonaniu Jagiellonii (białostoczanie oddali dwa celne strzały i zdobyli trzy gole), ale podopieczni Michała Probierza pokazali w nim m.in. to, z czego słynęli przez cały sezon, czyli szybkie wyprowadzanie akcji. W 27. minucie spotkania minęło niewiele ponad dziesięć sekund odkąd piłkę wyrzucił Bartłomiej Drągowski, a samobójcze trafienie, po świetnym dośrodkowaniu Karola Mackiewicza, zaliczył Erik Grendel.

Emocji w niedzielę nie zabrakło, bo Górnik prezentował się naprawdę dobrze i na stracone gole szybko odpowiadał, ale ostatecznie cieszyć się mogli białostoczanie. Radość niestety zmąciła kontuzja Jana Pawła Pawłowskiego, który na boisku przebywał zaledwie kilka minut.

- Szkoda mi go, bo najprawdopodobniej wypadł nam na pół roku. Już się odbudował i przytrafiła się taka kontuzja - żałuje Michał Probierz.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl