Sport.pl

Mimo porażki z Wisłą Płock Jagiellonia zimową przerwę spędzi na szczycie ekstraklasy

Piłkarze Jagiellonii w ostatnim w tym roku spotkaniu w ekstraklasie przegrali 1:2 na własnym stadionie z Wisłą Płock. Mimo to białostoczanie zimową przerwę w rozgrywkach spędzą w fotelu lidera.
- Chcemy utrzymać pozycję lidera, na której się obecnie znajdujemy, aby zima upłynęła nam spokojnie - mówił przed konfrontacją z Wisłą Płock Rafał Grzyb, kapitan Jagiellonii.

Białostoczanie pewni tego, że zachowają pierwsze miejsce w tabeli, byli już przed sobotnim meczem. Wyprzedzić mogła ich jedynie Lechia Gdańsk. To przestało być jednak aktualne po jej sobotniej porażce 0:2 z Koroną Kielce.

Pierwsza połowa konfrontacji Jagiellonii z ekipą z Płocka nie była najlepszym widowiskiem. Co prawda białostoczanie mieli przewagę (Wisła nie oddała nawet jednego strzału), ale mieli problem ze stworzeniem klarownej okazji do zdobycia gola. Swych szans szukali Fedor Cernych, Dmytro Chomczenowski czy Taras Romanczu, ale efektów tego nie było.

Po zmianie stron na murawie działo się już więcej. Zaraz po wznowieniu gry Wisła objęła prowadzenie. Na listę strzelców wpisał się Piotr Wlazło, który w poprzedniej kolejce w meczu z Ruchem Chorzów zdobył trzy gole.

Białostoczanie szybko odpowiedzieli. W pole karne piłkę dośrodkował Rafał Grzyb. Futbolówkę głową zagrał Taras Romanczuk, a w bramce umieścił ją Fedor Cernych.

Ostatnie słowo należało jednak w sobotę do drużyny z Płocka. W 90. minucie gola zdobył Kamil Sylwestrzak i Wisła zainkasowała trzy punkty.

Porażka nie zmieniła sytuacji Jagiellonii w tabeli. We wcześniejszych spotkaniach białostoczanie zrobili bowiem wiele (mimo też wielu sędziowskich błędów), aby zimową przerwę w rozgrywkach spędzać w dobrych nastrojach.

Plus wyprzedaży

Poprzedni sezon Jagiellonia zakończyła na 11. pozycji w tabeli, musiała więc walczyć w grupie spadkowej. Słabsza postawa i ostatecznie też miejsce było spowodowane... historycznym sukcesem.



Po wywalczeniu przez ekipę z Białegostoku brązowych medali mistrzostw Polski pojawiło się kilka problemów. Zawodnicy nie mieli czasu odpocząć fizycznie i psychicznie po sezonie, a już musieli rywalizować w kwalifikacjach Ligi Europy. Przede wszystkim jednak doszło do prawdziwej wyprzedaży. Jedni z piłkarzy już wcześniej dostali obietnicę, że w przypadku dobrej oferty będą mogli odejść (chociażby Michał Pazdan), inni dostali takie propozycje, że klub z Białegostoku w żaden sposób nie mógł z nimi konkurować (m.in. Patryk Tuszyński). Wówczas w zasadzie z każdej formacji odszedł ważny piłkarz.

Z tamtej sytuacji zostały jednak wyciągnięte wnioski. Przed obecnym sezonem sprawa została postawiona jasno - z ważnych graczy sprzedany może być jedynie Bartłomiej Drągowski. Tak też się stało. Młody bramkarz za ponad 3 mln euro trafił do Fiorentiny. Inne propozycje transferowe były odrzucane. Chociaż niektóre z nich były naprawdę kuszące. Już po rozpoczęciu obecnego sezonu Turcy mocno naciskali na transfer Tarasa Romanczuka. Raz za razem podbijali cenę. W końcu za pomocnika grającego jeszcze niedawno w II lidze zaproponowali 1,5 mln euro. Trudno było odrzucić taką ofertę, ale wcześniej została złożona obietnica, więc Taras Romanczuk nadal gra w Jagiellonii.

Krok do przodu

Taras Romanczuk w drużynie z Białegostoku zrobił olbrzymi postęp. Krok do przodu wykonał też inny ze środkowych pomocników - Jacek Góralski. Chociaż zanim to się stało, były zawodnik Wisły Płock znalazł się w trudnej sytuacji. Jacek Góralski nie był zadowolony z tego, że nie ma pewnego miejsce w podstawowym składzie, i mocno naciskał na transfer. Szybko jednak dowiedział się od trenera Michała Probierza, że o odejściu nie ma mowy. Zawodnik nie był szczęśliwy, ale podjął walkę o miejsce w składzie Jagiellonii. Nie tylko wywalczył miejsce w wyjściowej jedenastce drużyny z Białegostoku, ale też zadebiutował w reprezentacji.



Niemal każdy z zawodników Jagiellonii zanotował w tym sezonie postęp w porównaniu z poprzednimi rozgrywkami. Niektórzy wręcz zaskoczyli swą postawą.

Niebywała zmiana zaszła w grze defensywnej. Zespół z Białegostoku, który w poprzednim sezonie tracił gola za golem, teraz ma najszczelniejszą defensywę w lidze. Chwalić można w zasadzie wszystkich graczy z bloku obronnego. Kto chociażby spodziewał się, że wyciągnięty już niemal z piłkarskiej emerytury Marian Kelemen będzie spisywał się tak dobrze? Kto by przypuszczał, pamiętając, jakie wejście do polskiej ligi zaliczył, że Guti wraz z Ivanem Runjem stworzą zaporę niemal nie do przejścia. Czy ktoś w końcu liczył na to, że Piotr Tomasik będzie jednym z najlepszych asystentów w lidze (po siedmiu jego podaniach w obecnym sezonie koledzy z drużyny zdobywali gole).

Jeżeli chodzi o defensywę, to problem jest na prawej stronie. Przy słabszej dyspozycji albo jak ostatnio kontuzji Łukasza Burligi grać na prawej obronie muszą zawodnicy przesuwani z innych pozycji. Oczywiście Rafał Grzyb czy też Przemysław Frankowski zazwyczaj dobrze wywiązywali się z obowiązków, ale przesuniecie ich do obrony wiązało się z tym, że brakowało ich na nominalnych pozycjach, na których więcej mogą dać drużynie.

Wspomniany Rafał Grzyb, jak na kapitana przystało, pomagał drużynie w różnych trudnych momentach. Nie tylko grał na prawej obronie czy w środku pomocy, ale też biegał po skrzydle. Trener Michał Probierz żartuje czasami, że gdyby Rafał Grzyb był trochę młodszy (ma 33 lata), to zrobiłby z niego jeszcze reprezentanta.

Cesarz Estonii

Dwóch reprezentantów swych krajów odpowiada w Jagiellonii za ofensywę. Reżyserem gry jest Konstantin Vassiljev. Estończyk w tym sezonie otrzymał już i przydomki "Profesor" i "Cesarz". 32-letni piłkarz zadziwiał jesienią - zdobył dziesięć goli i zaliczył dziewięć asyst. Trener Michał Probierz czasami wspomina, że tak dobra postawa Vassiljeva dziwić nie może, skoro Louis van Gaal stwierdził kiedyś, że Estończyk to jeden z najlepszych piłkarzy, jakich widział. Holender przekonał się o tym w pewnym spotkaniu.



Jesienią białostoczanie potrafili sobie poradzić bez Vassiljeva w składzie (wgrana 2:1 z Lechem Poznań), ale też zainkasować trzy punkty dzięki jego olbrzymiej pomocy (chociażby 3:2 z Arką Gdynia).

Innym ze wspomnianych reprezentantów jest natomiast Fedor Cernych. Litwin niedawno odebrał statuetkę dla najlepszego zawodnika w swym kraju.





Napastnik zdobył w tym sezonie dziewięć goli i na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Podobnie jak najbardziej krytykowany w poprzednich rozgrywkach Przemysław Frankowski. Pomocnik już ma na swym koncie cztery bramki, a trzeba zaznaczyć, że on nie tylko skupia się na ofensywie, ale też w każdym spotkaniu wielką pracę wykonuje w obronie.

Do czego można mieć zastrzeżenia? Problem jest ze zmiennikami. Zawodnicy wchodzący na murawę nie zawsze potrafią wskoczyć na poziom prezentowany przez poprzednika. Zdarzają im się też różne wahania formy. Najlepszym przykładem jest chyba Karol Świderski. 19-letni piłkarz potrafi zadziwić swą grą, ale równie dobrze może snuć się po boisku.

Kolejna obietnica

Białostoczanie zimową przerwę w rozgrywkach spędzą na pierwszej pozycji w tabeli.

- Na pewno przyjemnie jest na pierwszym miejscu, ale najprzyjemniej będzie, gdy będziemy na nim na koniec sezonu - mówi trener Michał Probierz, a jego podopieczni szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał, zrealizowali podstawowy cel. Jagiellonia ma w swym dorobku 39 punktów - taki wynik powinien dać miejsce w grupie mistrzowskiej po zasadniczej części rozgrywek.

Białostoczanie po meczu z Wisłą Płock mają już wolne. Odpoczywać będą do 7 stycznia. Wówczas rozpoczną się badania, a od 10 stycznia już przygotowania do wiosennej rywalizacji w lidze. Jagiellonia w ich trakcie wyjedzie na obóz do Turcji, gdzie jej rywalami w sparingach będą m.in. Łudogorec Razgrad, Alanyaspor Kulubu, Dinamo Tbilisi, Terek Grozny czy Spartak Trnava.

Białostoczanie wiosenne zmagania w ekstraklasie powinni rozpocząć w podobnym składzie, w jakim grali teraz. Cezary Kulesza, prezes i jeden z właścicieli Jagiellonii jeszcze w listopadzie zadeklarował: - Obiecuję, że zarząd klubu i rada nadzorcza zrobią wszystko, co w naszej mocy, by nasi kibice zapamiętali ten sezon na bardzo długi czas.

- Z tego, co rozmawiamy z właścicielami, to wyprzedaży nie będzie - mówił też Michał Probierz.

Nie jest oczywiście tak, że każdy transfer zostanie zablokowany. Aby jednak doszło do sprzedaży jakiegokolwiek zawodnika, oferta musiałaby być naprawdę wysoka. "Przegląd Sportowy" twierdzi, że "każda propozycja poniżej 3 milionów euro nie będzie brana pod uwagę".

Pytaniem otwartym natomiast jest, czy wiosną nadal w Jagiellonii będzie grał Konstantin Vassiljev. Białostoczanie już wcześniej złożyli mu propozycję przedłużenia wygasającego w czerwcu kontraktu. Dotychczas obie strony nie doszły do porozumienia. Tym samym Estończyk już w styczniu może podpisać z innym klubem umowę, która obowiązywałaby od przyszłego sezonu. Być może w takim przypadku pomocnik odszedłby z Jagiellonii już zimą. Odejście Vassiljeva byłoby olbrzymią stratą. Z drugiej strony można wspomnieć sytuację z sezonu 2014/15. Wówczas w trakcie rozgrywek został sprzedany Dani Quintana i można było się zastanawiać, jak zespół poradzi sobie bez reżysera swej gry. Poradził sobie wyśmienicie, zdobył brązowe medale. To może i na koniec obecnego sezonu będzie ponownie taki obrazek?



Jagiellonia Białystok - Wisła Płock 1:2 (0:0)

Strzelcy bramek : Fedor Cernych (58.) - Piotr Wlazło (49.), Kamil Sylwestrzak (90.).

Jagiellonia : Kelemen - Frankowski Ż , Runje, Guti, Tomasik Ż - Grzyb (90+2 Szymonowicz), Romanczuk Ż - Chomczenowski (57. Szymański), Vassiljev, Cernych - Świderski (71. Mystkowski).

Wisła : Kiełpin - Stępiński, Sielewski, Byrtek, Sylwestrzak - Kriwiec (64. Ilijew), Szymiński - Merebaszwili (78. Stefańczyk), Wlazło Ż , Reca - Kante (90.+2 Drozdowicz).

Sędzia : Tomasz Musiał (Kraków).

Widzów : 8127.

Więcej o: