Sport.pl

Hity i kity - sezon Jagiellonii

Miało być miejsce w pierwszej szóstce, a zakończyło się na dziesiątej pozycji. Co zapamiętamy z minionego sezonu w wykonaniu Jagiellonii. Oto subiektywny przegląd kitów i hitów. Na początek pięć kitów, a potem pięć hitów

Mecz numer 300 Tomasza Frankowskiego

Kapitan Jagiellonii jubileuszowe spotkanie w ekstraklasie zapamięta pewnie na długo. Nie będą to raczej miłe wspomnienia. Wiosenny mecz z Legią Warszawa miał być pojedynkiem numer 300 Tomasza Frankowskiego w polskiej ekstraklasie, ostatecznie był, ale mogło do tego nie dojść. Tomasz Hajto nie zamierzał bowiem wystawić doświadczonego napastnika w podstawowym składzie. Ostatecznie Tomasz Frankowski wybiegł na boisko od początku, a przed konfrontacją został należycie uhonorowany. Były kwiaty, specjalna koszulka, gratulacje. Po tym, co się stało później, pozostał jednak olbrzymi niesmak. Już na początku meczu Alexis Norambuena został ukarany czerwoną kartką. Zapadła więc decyzja, że trzeba dokonać zmiany. Gdy arbiter techniczny wyświetlił na tablicy nr 21, na stadionie rozległy się gwizdy. To bowiem oznaczało, że z boiska ma zejść Tomasz Frankowski. W każdym innym meczu taką roszadę dałoby się wytłumaczyć, w każdym innym, ale nie w tym konkretnym. Tomasz Frankowski na takie potraktowanie w jubileuszowym starciu po prostu nie zasłuży.

Forma Alexisa Norambueny

Gdy przed rundą wiosenną odbywała się prezentacja Jagiellonii w Operze i Filharmonii Podlaskiej Chilijczyk z palestyńskim paszportem otrzymał statuetkę dla najlepszego zawodnika zespołu z Białegostoku w 2012 r. Ten wybór nie mógł dziwić. Obrońca grał bowiem bardzo stabilnie i to bez względu, czy musiał występować z prawej czy lewej strony defensywy, czy też w jej środku. Do tego jesienią zakończonego niedawno sezonu zdobył dwie, piękne i ważne bramki. Zaliczył trafienie w starciu z Podbeskidziem Bielsko-Biała oraz z Lechem Poznań. Wiosną był jednak w katastrofalnej formie. Popełniał błędy, które mu się wcześniej nie zdarzały, a najbardziej w pamięci mogło zapaść spotkanie z 29 kwietnia. Alexis Norambuena tuż przed końcem pierwszej połowy konfrontacji z Lechem przewrócił się. Piłkę zabrał Gergo Lovrencsics i jak się później okazało, zdobył jedynego gola w tym spotkaniu.

Alex Bruno Alex Bruno Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Transferowa pomyła

Lubos Hanzel do Jagiellonii trafił podczas zimowej przerwy. 26-letni Słowak miał być pewnym punktem Jagiellonii na lewej obronie.

? Jesteśmy zadowoleni z jego występu. Widać, że nie jest to przypadkowy piłkarz, jest ograny, bardzo dobrze się ustawiał ? oceniał Hanzela po pierwszym sparingu Dariusz Dźwigała, najbliższy współpracownik Tomasza Hajty.

Wcześniej piłkarz podpisał z Jagiellonią półroczny kontrakt z opcją przedłużenia do 31.12.2015. W pierwszych wiosennych meczach były gracz Spartaku Trnawa miał pewne miejsce w podstawowym składzie zespołu z Białegostoku. Spisywał się jednak tak, że szybko je stracił i jeszcze przed końcem sezonu rozwiązano z nim kontrakt. Słowak to tylko jeden z przykładów nieudanych transferów. Wspomnieć jeszcze można chociażby Lukę Gusicia, Pawła Tarnowskiego, czy też Tomasza Zahorskiego, którzy jesienią ?grali? jeszcze w Jagiellonii.

Gra Jagiellonii w obronie

Zespół z Białegostoku w obronie spisywał się fatalnie. Bramki były tracone po prostych błędach, a ostatecznie rywale aż 45 razy trafili do siatki Jagiellonii. To był jeden z najgorszych wyników w lidze, więcej bramek stracił jedynie Ruch Chorzów, który gdyby nie to, że licencji nie dostała Polonia Warszawa, spadłby z ligi. Ponadto sporo goli białostoczanie stracili w pierwszych minutach spotkań. Zaczęło się już od pierwszej kolejki, kiedy to piłkę z własnej bramki musieli wyjmować już w 18. sekundzie starcia z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Poza tym w rundzie jesiennej stracili jeszcze bramkę w ósmej minucie z Lechią Gdańsk, a w dziesiątej ze Śląskiem Wrocław. Z kolei wiosną wyglądało to następująco: pierwsza minuta z Podbeskidziem, trzecia z Widzewem Łódź, druga z Legią Warszawa, trzecia z Koroną Kielce. A należy wspomnieć też o tym, że wiosną Jagiellonia zaliczyła serię pięciu porażek z rzędu, w których straciła 15 goli, a nie strzeliła ani jednego.

Bartłomiej Pawłowski Bartłomiej Pawłowski Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta

Sytuacja z Bartłomiejem Pawłowskim

20-letni piłkarz w ekstraklasie debiutował w barwach Jagiellonii w sierpniu 2010 r. Prawdziwej szansy tak naprawdę w zespole z Białegostoku jednak nie otrzymał. Wypożyczany był do klubów z niższych lig. Przed rundą wiosenną trafił do Widzewa.

? Jagiellonia nie sądziła, że cokolwiek jeszcze ze mnie będzie ? mówił Bartłomiej Pawłowski, który grając w ekipie z Łodzi pokazał się z bardzo dobrej strony. Przez niektórych został nawet uznany za objawienie ligi. Wiosną zagrał we wszystkich meczach ligowych Widzewa (tylko raz na boisko wszedł z ławki rezerwowych), zdobył cztery bramki, popisał się kilkoma niekonwencjonalnymi zagraniami. Teraz klub z Łodzi może go wykupić za niewielkie pieniądze, chociaż do końca nie wiadomo, jak z tym będzie, gdyż Widzew został ukarany zakazem transferowym.

Tomasz Frankowski na podium

38-letni napastnik nie tylko w mijającym sezonie zaliczył mecz numer 300 w polskiej ekstraklasie (łącznie ma na swym koncie 302 występy), ale też wskoczył na podium w innym zestawieniu. Tomasz Frankowski w rozgrywkach 2012/2013 zdobył sześć goli. Wynik może nie jest porywający, ale kilka bramek było szczególnych. Zwłaszcza ta strzelona 6 kwietnia. Wówczas kapitan Jagiellonii pewnie wykorzystał rzut karny w meczu z Pogonią Szczecin. Tym samym strzelił swą 168. bramkę w ekstraklasie i nie było już żadnych wątpliwości, że jest na trzecim miejscu w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii polskiej ligi. Po zdobytym golu Tomasz Frankowski zaprezentował specjalną koszulkę. Z przodu był napis ?Dziękuję za asysty", a z tyłu widniały nazwiska wielu piłkarzy, których podania napastnik zamieniał na bramki. Szkoda tylko, że Tomasz Frankowski nie zamierza już kontynuować kariery.

Przełamanie na wyjazdach

Piłkarze Jagiellonii w zakończonych niedawno rozgrywkach przestali jeździć na mecze wyjazdowe w roli turystów, a zaczęli przywozić z nich punkty. Co więcej pierwszy raz w historii zespół z Białegostoku wywalczył więcej ?oczek? w pojedynkach wyjazdowych niż na własnym obiekcie. Przed własną publicznością Jagiellonia zdobyła 18 punktów, na stadionach rywali o jeden więcej. Bilans wyjazdowych konfrontacji wygląda następująco: cztery wygrane, cztery porażki i siedem remisów. Przede wszystkim były dwa historyczne zwycięstwa. Białostoczanie wygrali 2:0 w Poznaniu z Lechem oraz 2:1 w Warszawie z Legią.

Niesamowity pościg

To co zdarzyło się w jesiennym meczu Jagiellonii ze Śląskiem we Wrocławiu nie ma miejsca często. Białostoczanie po pierwszej połowie przegrywali 0:2. Kilka minut po zmianie stron grali już w osłabieniu, gdyż drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką ukarany został Ugo Ukah. Chwilę później Śląsk strzelił trzecia bramkę. Wydawało się więc, że to już koniec jakichkolwiek emocji. Nic z tych rzeczy. Na 20 minut przed końcem pojedynku wyrównały się siły na boisku. Amir Spahić sfaulował w polu karnym Euzebiusza Smolarka i został ukarany czerwoną kartką. ?Jedenastkę? wykorzystał Tomasz Kupisz. Chwilę później na listę strzelców wpisał się Dawid Plizga, a do remisu doprowadził Smolarek. Zresztą były reprezentant Polski jak zdobywał gole w minionym sezonie (strzelił cztery), to zawsze były to bramki na wagę co najmniej punktu.

Fenomenalna asysta Niki Dzalamidze

W odniesienie historycznego zwycięstwa nad Legią w Warszawie spory wkład miał Nika Dzalamidze. Co prawda gola na 2:1 zdobył Tomasz Frankowski, ale asystę przy tym trafieniu zaliczył właśnie Gruzin. Zresztą niespotykaną asystę.

? Dzalamidze wymyślił coś nietypowego i trudnego do ogarnięcia. Wydawać by się mogło, że podanie Niki było bezsensowne, ponieważ było dwóch obrońców i bramkarz, jednak okazało się fenomenalne ? mówił wówczas Frankowski, a rzeczywiście podanie Gruzina było zaskakujące. Szkoda, że Dzalamidze tuż przed rundą wiosenną doznał kontuzji, bo podczas zimowych przygotowań prezentował się naprawdę bardzo dobrze.

Wypowiedzi Tomasza Hajty

Były reprezentant Polski przed rozpoczęciem pracy w Jagiellonii udzielał się m.in. jako ekspert w telewizji. Dosadne komentarze, cięte riposty ? to było niejako jego wizytówką. Kontrowersyjnie wypowiadał się jednak też już jako szkoleniowiec Jagiellonii. Zdarzyła się konferencja prasowa, na której padło słynne ?kto grał w piłkę?, było też ?branie na klatę?, czy też ?zmierzanie we właściwym kierunku? oraz ?detale?. Zdarzały się mu również lapsusy językowe. Najbardziej w pamięć zapadł chyba ten o ?truskawce na torcie?.

Więcej o: